June 20, 2008

Czasy się zmieniają

fragment książki Benno Wundshammera, “Fotografia dla wszystkich”, Wydawnictwa artystyczne i filmowe, Warszawa 1989, str. 149-151.:

Ja sam, jak zdziczały fotograf, wysoko na ośle galopowałem w dół stromymi serpentynami do portu wyspy Santorin na Morzu Śródziemnym, fotografując jednocześnie sześcioma (!) aparatami fotograficznymi, które zwisały na szyi mniej lub bardziej stukając o siebie. Po co naraz sześć aparatów? Po to, aby w możliwie najkrótszym czasie zawrzeć na kasetach możliwie największy zestaw zdjęć migawkowych.

Można przyjąć, że trzy aparaty fotograficzne z trzema ogniskowymi są wyposażeniem dostatecznym, ale tylko w przypadku fotografowania na błonach fotograficznych tego samego rodzaju: czarno-białych lub barwnych. Kiedy zamierzamy równocześnie wykonywać zdjęcia czarno-białe i barwne - może dlatego, że pierwsze materiały dają się taniej obrabiać i powiększać a drugie przechowuje się dla wspaniałych i reprezentacyjnych zdjęć krajobrazowych - dwa razy po trzy aparaty z obiektywami o różnych ogniskowych nie są wybrykiem fotografa. Są one prawie oczywistą koniecznością.

Jadąc wówczas na ośle, na wąskich rzemykach zawiesiłem wspomniane sześć aparatów w ustalonym układzie. Na mojej bohaterskiej piersi spoczęły trzy aparaty Leica, wyposażone w obiektyw szerokokątny, normalny i średni teleobiektyw. Zwieszały się one ciasno jeden nad drugim w ściśle określonej hierarchicznej kolejności: najwyżej, na najkrótszym rzemyku aparat z obiektywem szerokokątnym, poniżej aparat z obiektywem normalnym, a najniżej trzecia Leica z teleobiektywem 135 mm. Wszystkie trzy aparaty były załadowane błonami czarno-białymi o tej samej czułości. Wszystkie trzy były wyposażone w osłony przeciwsłoneczne, a ich migawki nastawione na jednakowe warunki naświetlania - przysłona 1:8 i 1/500 s.

Pod lewym ramieniem zwisały jedna na drugiej, dwie lustrzanki Rolleiflex - jedna z obiektywem normalnym, a druga dwuobiektywowa lustrzanka Tele-Rolleiflex. Podczas galopu oba te aparaty przesuwały się niestety nieco względem siebie i czasami nawet mocno stukały. Jednak dobrze zamocowane w oprawach bagnetowych osłony przeciwsłoneczne oraz wkręcone słaby filtry czerwone były jak wmurowane, tak że nic się nie zgubiło i nie zgniotło. Osłony matówki celownika obu aparatów były otwarte i nastawione na przeziernikowy celownik ramkowy. Również jednakowo były nastawione przysłony na 1:5,6, a migawki centralne na 1/500s. Oba aparaty Rolleiflex były załadowane, jak łatwo się domyśleć, wysokoczułą barwną błoną negatywową.

W prawej dłoni, przykręcony do uchwytu, w gotowości, trzymałem czwarty aparat małoobrazkowy z długoogniskowym teleobiektywem. Był nim Zeiss-Ikon-Contarex z teleobiektywem 250 mm, jeden z najwspanialszych obiektywów, jakie kiedykolwiek wyprodukowano. Jego świetność i zdolność rozdzielcza są moim zdaniem przy tej ogniskowej niedoścignione. (…) Aparat Contarex był załadowany taką samą błoną fotograficzną, jaką załadowałem trzy, wiszące na szyi aparaty Leica.

Takie uszeregowanie aparatów wypróbowałem w ciągu długotrwałych doświadczeń i nigdy go nie zmieniałem, tak, że weszło mi ono w krew. Stosowanie jednakowych błon czarno-białych i barwnych oraz zsynchronizowane ustalenie przysłon i czasów migawek chroniło mnie przed obowiązkiem pamiętania i kontrolowania sześciu aparatów. W rzeczywistości musiałem rozważać jedynie dwie możliwości - fotografować na błonie czarno-białej, czy na barwnej. (…)

Oba aparaty średnioformatowe do zdjęć barwnych były zdejmowane tylko do wyjątkowo barwnych ujęć ogólnych i tematów wybranych. Wykonywanie zdjęć odbywało się dopiero po uprzednim zawieszeniu na ramieniu aparatu Contarex z teleobiektywem. Również ten ruch był prawie automatyczny. Jeśli jednak w dużej odległości pojawiły się ciekawe motywy dla dwieściepięćdziesiątki Contarexa, to oba Rolleiflexy wędrowały w stan spoczynku na lewe ramię, a obie moje dłonie zwalniały się do obsługi aparatu z teleobiektywem. To, że podczas jazdy na ośle aparaty Leica bębniły po mojej klatce piersiowej i ją masowały, nie przyniosło szkody ani mnie ani im.

Jeżeli z powątpiewaniem potrząsacie głową i z niepokojem zapytacie, czy się w tym wszystkim nie zaplątałem i przy tym nie spadłem z osła, to zgodnie z prawdą mogę zapewnić, że nie i że każdy to potrafi, kupując sześć odpowiednich aparatów i tak wytrwale wprawiając się w tym fotograficznym balecie, jak ja to uczyniłem. Oczywiście zakładając, że umie się jeździć wierzchem i potrafi uciskiem swych nóg kierować osłem. (…)

Ostatnia wskazówka. Jeżeli fotografuje się równocześnie kilkoma aparatami, to należy zawsze stosować zasadę przestawiania obiektywu po każdorazowym zdjęciu z powrotem w położenie nastawienia na nieskończoność. W ten sposób, chwytając ponownie za aparat, zawsze wiadomo w jakim położeniu nastawiony jest obiektyw i tym samym unika się zbędnych poszukiwań.

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

June 10, 2008

Rysowanie światłem

Painting with light IRysowanie światłem to całkiem świetna i śmieszna zabawa. Przepis prosty: statyw i długi czas naświetlania. A wyjść mogą cuda na kiju!

Jak to zrobić? ISO najniższe, przesłona najlepiej o jedną działkę mniej niż najmniejsza (w przypadku większości kitów to 16 zamiast 22 - kolejna zasada starych fotografów - unika się zmniejszenia rozdzielczości rzeczywistej zdjęcia) i jazda przed obiektyw z czymś co świeci. Ja wziąłem lampę zewnętrzną. Trzeba przy tym uważać, żeby nie zostać za długo w jednym miejscu, aby się nie zarejestrować (lub wręcz przeciwnie jak na powyższym zdjęciu).

Painting with light II Stwarza to też ciekawe możliwości z ustawianiem martwej natury (obok). Np. można rozświetlić krzesło od środka czy przestrzeń pomiędzy deskami a ścianą. Kolejne wiadro możliwości, na które wystarczy tylko odrobina czasu.

Ech, niestety kwestia czysto techniczna teraz. Matryce cyfrowe mają tą nieciekawą właściwość, że przy dłuższej rejestracji światła strasznie się grzeją. Znaczy to po prostu, że wyskakują gorące piksele w postaci kropeczek (nie mylić z szumem). Jaka na to rada? Olympus wynalazł coś co nie wiem jak nazwać, ale sprawdza się. Mianowicie po zrobieniu właściwego zdjęcia aparat wykonuje drugie przy zamkniętej migawce. Trwa to długo, ale efektem jest zdjęcie z odjętymi świecącymi pikselami z drugiego zdjęcia. Tak, zapomniałem włączyć tą funkcje, ale tylko dlatego, że nie było tych gupich kropeczek widać na wyświetlaczu! Można też oczywiście gimpować potem długo albo po prostu kupić aparat o większej matrycy (APS-C i wyżej).

Podsumowując polecam Owińska pod Poznaniem na niedzielny plener w piekelnym upale.

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

May 28, 2008

Urok kliszy

Almost like the Flatiron Building.Nie ma to jak załadować Zenita E Agfą 400/36 do ręcznego wywoływania, wziąć 50/3,5 i 28/2,8 i wyjść na miasto. Muszę się jednak przyznać, że w pomiarze światła zaufałem Olympusowi. Nie to, żebym zapomniał jak to się robi, ale po prostuTrain depot (using Zenith) nie ufam kilkudziesięcioletniemu światłomierzowi selenowemu (poza tym nigdzie nie podają jaki kąt on naprawdę mierzy).

Tylko: co można zrobić w godzinach południowych w Poznaniu? Parę pocztówek, przypomnieć sobie trochę zasad kompozycji, przyłapać obesrywujące wszystko gołębie na pomniku no i wyglądać profesjonalnie z dwoma aparatami na szyi!

A co w tym najlepszego? Frajda z mieszania puszki z całą tą chemią i oglądanie efektów pracy dopiero po tygodniu. Nie mówiąc już o skanowaniu negatywu. Potrzebna tylko jest 135-tka i do Chin ruszam na kliszy.PigeonsMarketplace

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

Do czego służy czas otwarcia migawki?

No właśnie. Do czego służy jeden z tzw. trybów kreatywnych? Widzę, że często ludzie boją przełączać się swoje aparaty w tryby A czy S (lub Av czy Tv). Oczywiście jeśli w ogóle je posiadają.

porownanie.JPG

Od początku: litera S lub Tv oznaczy tryb priorytetu czasu/migawki czy jak jeszcze sobie producenci wymyślili. Sens jest taki, że sterujemy wtedy czasem naświetlania naszego zdjęcia. Po co? Well, możemy dzięki temu osiągnąć efekty: zamrożenia ruchu, rozmycia obiektu aby pokazać, że jest w ruchu (również panoramizowanie). Wbrew pozorom nie jest to wcale jakaś super skomplikowana sprawa. Wszystkie parametry zdjęcia możemy sobie w tym trybie ustawić na Auto. Należy jednak pamiętać o kilku sprawach:

  • jeśli nie mamy definiowalnego AUTO ISO może nam nieprzyjemnie podskoczyć;
  • maksymalny czas otwarcia migawki nie może być dłuższy niż pisałem wcześniej;
  • lampa błyskowa jest zsynchronizowana przeważnie do ok. 1/200 s, więc dlatego może nie palić przy krótszych czasach.

clipboard01.jpgMożna by tu jeszcze wymienić parę spraw, ale najprościej pojąć wszystko w praktyce. Przyjemnym celem jest fontanna. Łatwo się na niej odróżnia kropelki (zdjęcie obok).

Wydłużanie czasu ekspozycji ponad normę (np A waterfall (Lithuania)do kilku sekund, czyli koniecznie ze statywem) prowadzi do powstawania bajkowych efektów jak prezentowany już wcześniej wodospad na Litwie. Jednym słowem zachęcam do eksperymentowania, szczególnie w erze lustrzanek cyfrowych kupowanych przez bogacące się społeczeństwo (nie mylić z rozwijającym się mentalnie społeczeństwem).

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

May 22, 2008

Рубинар 1000/10

A portrait using a 1000mm lens IITrafiła mi się okazja użycia obiektywu Rubinar 1000mm f/10 (w zestawie z telekonwerterem x2!). Nie czekając długo zgarnąłem kolegę i udaliśmy w miejskie przestrzenie z wygodnymi murkami do podparcia i zaczeliśmy namierzać ludzi po kątach. Przy okazji wykonałem również dwa portrety ze A portrait using a 1000mm lens Isłusznej odległości (obok). Jak widać pole widzenia nieco wąskie jest.

No więc z czysto technicznego punktu widzenia udało się z ok. 100 metrów odczytać z czego Magda dostała absolutorium na Wydziale Neofilologii (oczywiście Magdy nie znaliśmy). Łatwo przy okazji poczuć do czego przydaje się stabilizacja, której zapomnieliśmy wziąć, a więc czemu czasy naświetlania powinny być krótkie. Aby osiągnąć czasy naświetlania rzędu 1/500 s konieczne było użycie ISO 1600 (stąd szum na zdjęciach). Krócej się za bardzo nie dało przy świetle f/10. Acha, przypomnę stare przysłowie pszczół: czas naświetlania dla nieporuszonego zdjęcia powinien być nie dłuższy niż odwrotność ekwiwalentu ogniskowej dla 35mm wyrażona w sekundach. Brzmi dobrze? W praktyce oznacza to, że mając 1000mm ogniskowej założoną na aparat małoobrazkowy powinniśmy mieć czas ok 1/1000. W Olympusie z mniejszą matrycą ten sam obiektyw daje 2000mm, więc czas powinien być dwukrotnie krótszy. Znowuż dla obiektywu szerokokątnego (28, 18 lub 14mm w zależności od systemu) czas maksymalny to 1/30 s. Warto o tym pamiętać jak i również o tym, że praktyka (jak portrety powyżej) odbiega od teorii, czyli w moim przypadku zdjęcie wyszło pomimo czasu o 2EV dłuższego. Gorzej się to sprawdza przy szerokim kącie. Z czasu 1/30 zejście o 2EV daje efekty ciężkie (ale z nazwiska nie wymienię!).

Lights Odbiegając od trudności utrzymania tej armaty (a propos: ostrość ustawia się łatwiej kręcąc aparatem niż obiektywem!) to jakość obrazu jest dość średnia. Znaczy średnia jak na dzisiejsze standardy. Obraz nie jest krystalicznie ostry i czysty. Ale - jak na 1000mm o jeszcze niewielkich gabarytach w cenie kilkuset złotych to właściwie cudo do… no właśnie czego? Zdjęcie świateł po lewej wykonane zostało po położeniu aparatu na betonie z użyciem samowyzwalacza, wczesnego podnoszenia lustra i dokładnym ostrzeniem w trybie LiveView (no i ISO 100). Wnioskuję, że więcej się wyciągnąć nie da zatem do czego użyć tej lufy? Po solidnym zamontowaniu na ciężkim statywie można się pewnie bawić w dość wredne podglądactwo lub fotografię przyrodniczą. Mało to wszystko wygodne, co nie zmienia faktu, że dobrze czasem założyć 2 metry ogniskowej! Po dołożeniu konwertera robi się nawet cztery metry (odpowiednio o świetle f/20).

No i jeszcze afirmacja mojego Olympusa na koniec. Jak się okazało Olki z serii E-4xx to jedyne aparaty, które można wygodnie założyć do Rubinara przy użyciu tylko przejściówki na gwint M42. Canon 400D ma… za dużą lampę, a Olympus E-510 gripem prawie dotyka obiektywu.

Tyle przygód. Niedługo być może będę miał skany z ręcznie wywoływanej Agfy.

Komentarze (1) Kategorie:  fotografia

May 6, 2008

Nowe znajomości

Majowy weekend to pora, aby robić najprzeróżniejsze gupoty. Tak więc drugą jego część spędziłem na podróżowaniu na Litwę. Czekał mnie niewielki koncert do zagrania (a właściwie dwa), a przy okazji cała masa fajnego jeżdżenia. Poznałem po drodze też:

1. Chłopaka pracującego w niemieckim zakładzie pakującym mięso. Nasłuchałem się historii z branży i obowiązkowo nabrałem obrzydzenia do pakowanego mięsa.
2. Kolejna niespodzianka: trzech studentów medycyny z ciekawymi historiami z egzaminów (no przyznaję - niewiele zrozumiałem) popijających piwko. Dyńka mi jednak nie wytrzymała, wyjąłem poduszkę (ważne: poduszka w podróży pociagiem przez całą Polskę to skarb!) i oddałem się błogostanowi.
3. W autobusie Suwałki-Warszawa jechałem znowuż ze studentem psychologii. Łotyszem, jakby było mało.
4. Na sam koniec najlepsze - lakiernik samochodowy pracujący w Niemczech (a właśnie! na zachodnim są hot-dogi z dodatkami po 3 zeta!).

A waterfall (Lithuania)Zrobiłem też kilka fotek (np. ta po prawej). Uprzedzam ewentualne pytania o użycie programu do obróbki graficznej: zdjęcie wyszło takie prosto z aparatu, a jedyne co poprawiłem to wcisnąłem w Picasie “Szczęśliwy traf” i wykadrowałem nieco. Żadne cuda na kiju, zwykły Olympus E-410.

Jak już mowa o Litwie to muszę przyznać, że Wilno bardzo się rozwinęło od mojej ostatniej wizyty w nim w liceum. Ładnie tam i czysto. Piękne biurowce i odrestaurowane zabytki.

Kolejna obserwacja: potwierdzam poniekąd obiegową opinię, że im bardziej na wschód i ludzie biedniejsi tym sympatyczniejsi, życzliwsi i dobrzy ogólnie (podobnie zauważyłem w Paoli w południowych Włoszech - może nie na wschód, ale w biedniejszej części kraju). Nawet litewski, wydawałoby się, że przemęczony, kierowca busu (no właśnie, tanie PKSy tam mają) starał sie mówić po Polsku i podrzucił mnie pod sam przystanek autobusowy na Warszawę. Wspomnę jeszcze o pani dyrektor domu kultury, która była moim tłumaczem, doradcą i przewodnikiem w organizowaniu przeprawy do Poznania. Pięknie po prostu. Życzę wszystkim spotykania w życiu tylu dobrych ludzi co ja! I tyle radości z jeżdżenia gdziekolwiek. Kilka fotek więcej znajduje się w galerii lub po prostu na mojej flickrowej stronie.

May 3, 2008

Na Dworcu Centralnym

Wyrażam pochwałę rzeczywistości Dworca Centralnego w Warszawie. Moja Toshiba wyraźnie mruczy, że jest tutaj net i nawet nieźle śmiga! Zamieściłbym fotę, ale siedzę na hali głównej i jest pierwsza w nocy.

May 1, 2008

Podróżowanie

Czasem tak bywa, że dowiaduję się z biletu gdzie się aktualnie znajduję (szczerze, można zapomnieć!). Mając wolną środę wynalazłem nowy sposób podróżowania: trzeba się umyć, naładować Olympusa i Toshibę i udać się z nimi na stację, gdzie kupuje się bilet na losowo wybrany pociąg. Tak więc trafiłem do Rawicza. Co prawda miałem ochotę na typowo plenerowe fotki to jednak postanowiłem zobaczyć miasto od wewnątrz. Okazało się, że jest to typowo niemiecka mieścina o średniowiecznym układzie ulic. Ciasne kamienice w najróżniejszych stylach (momentami jak w południowych Włoszech) wprawiają w osłupienie i każą ponownie zastanowić się co z perspektywą w architekturze i jak to ująć, żeby niebo wyszło dobrze. Układ miasta przypomniał mi Suwałki z jedną z pokazowych arterii wyłączonych z ruchu samochodowego. Po dostaniu się do Rynku Głównego (sam to Rawicz's City Hallwywnioskowałem gdzie jestem!) ujrzałem piękny ratusz (i tu proszę spojrzeć kto jest zorientowany na zdjęcie obok i dopowiedzieć sobie w jakim stylu). Zaraz obok natknąłem się na zadbany kosciółek imienia Św. Boboli na ulicy Buszy, gdzie po chwili dopiero zorientowałem się, że jestem fotografem ślubnym. A random wedding in Poland Bo:
1. To normalne, że stoję przed wejściem i walczę z różnicą tonalną wnętrza i fasady kościoła (zdjęcie na prawo).
2. Nie miałem pojęcia co to za uroczystość w środku tygodnia i uznałem za stosowne rozłożenie się z aparatem na trawniku przed kościołem.
3. Nie widziałem nic niestosownego w robieniu zdjęć dorożce i dwóm jeźdźcom podjeżdżającym pod wspomniany kościół.
Aha. Uwaga dla zwiedzających: rozejrzyjcie się dokładnie szukając bankomatu, bo jest ich tam kilka (tak, poszedłem do nieswojego i zapłaciłem prowizję, a mój był po drugiej stronie Rynku).
Kontakt z Rawiczem zakończyłem piknikiem na peronie pierwszym, gdzie spożyłem kilka parówek, Książa, bułki jakieś i musztardę piekielną (pozdro dla konduktora ze składu na bocznicy!).
Bilet do Katowic i jazda dalej! W kolejnym pociągu trafiłem na dyskusję z Polakiem:

“(…) wie pani, nic nie zrobili, no do tej pory nic nie zrobili, no nic nie zrobili! Służbę zdrowi rozpieprzyli…

Inny pasażer: Służbę zdrowia to akurat każda władza przerabia na własne kopyto.

No tak, no ale kurcze niech nie mówi [premier Tusk], że… no to to to po ch*j taka władza jest? Po co taka władza? To wziąść sikierami i jutro to się skończy z tym!

To po co takie społeczeństwo?

Nie no, oczywiście! Społeczeństwo takie to po cholerę takie społeczeństwo jak władza tylko gnębi społeczeństwo i ma w d**ie wszystkich: emerytów, rencistów…

Władza jakaś musi być, bo inaczej to by był małpi gaj.

Nie musi być, nie musi być! No przecież tu nie ma władzy, tu jest bezwładza. Zobacz, że mordercy, bandyci mają prawo, a zwykli ludzie nie mają prawa. No Ćwiąkalski wypuszcza samych morderców. Jakie to jest prawo? No jakie? (…) Premier z Stokłosą jeszcze wódkę pili w Boże Narodzenie, a tu niby Heniu był we więzieniu. (…) Ale kto tą władzę wybrał?

Katowice at night Cudownie! Jednak prawdziwy folklor dopiero spotkałem pod dworcem w Katowicach. Bezpiczeniej czasem pracować z aparatem niż z dyktafonem. Kolejny pociąg zawiózł mnie na wschód słońca do Warszawy. Oczywiście, że wg prawa Murphy’ego musiał on jechać przez Skierniewice, oczywiście, że zwolniłSunrise in Warsaw na dworcu i się nie zatrzymał i oczywiście, że nie dało sie otworzyć drzwi podczas jazdy. Nie ma tego złego. Zawsze dobrze jest zobaczyć Pałac, a tym bardziej podczas wschodu Słońca! Pozdrawiam serdecznie wszystkich Polaków, a zwłaszcza Polki, które częstują kanapkami na dworcach!

April 28, 2008

Wiosna z filtrem

Yeap! It's spring with my new polarizing filter! Tak! To właśnie wiosna z filtrem polaryzacyjnym! Dla niewtajemniczonych przeprowadziłem poniższy test, aby zademonstrować zasadę jego działania. W praktyce filtr ten likwiduje nam odblaski od różnych powierzchni (np. szkło) i przy tym wysyca kolory (np. pomaga niebu stać się niebieskim). Wielka sprawa dla pejzażystów i nie tylko. Ciekawym efektem jest możliwość wyłączenia np monitora LCD tym filtrem. Niewielki minus: zabiera coś pomiędzy 1 a 1,5EV światła (mi przykładowo zmienił ekspozycję z 1/200 do 1/80s). Ciekawy dodatek. p4280414.JPGp4280413.JPGBrakuje mi jeszcze tylko dwóch UVek, aby postępować zgodnie ze wszystkimi zasadami podręcznikowymi.

Komentarze (1) Kategorie:  fotografia

April 21, 2008

Google Calendar

 Znów zarobiony jestem. Dowiaduję się o swoich planach z Google Calendara, bo wpisuję tam rzeczy na miesiąc do przodu. Spędzając dni w pociągach znajduję mnóstwo rzeczy, na które chciałbym zwrócić uwagę opinii publicznej, ale wszystko umyka wraz z kolejnymi stacjami docelowymi.

No bo:

  • chciałem wyrazić swoją frustrację spowodowaną pracą w studio, w którym nie było światłomierza;
  • oburzył mnie poziom gazety Fotografia Cyfrowa, którą niepotrzebnie zakupiłem na dworcu Warszawa Zachodnia;
  • foto.jpgjeszcze wcześniej urwało chmurę w Poznaniu i zmyło tory tramwajowe (oczywiście że Olympus dał radę!);
  • po obejrzeniu zdjęć jakie wykonałem na imprezie w jednym ze słabo oświetlonych klubów zapragnąłem upublicznić swoją aprobatę lampy zewnętrznej;
  • udało mi się zeskanować moje wszystkie stare klisze (i tu publicznie dziękuję Krzysztofowi Wilkołkowi, również publicznie oznajmiam, że dostanie jeszcze ode mnie czteropak!);
  • miałem okazję popracować nieco Sony A300 jak i przeczytałem instrukcję od niego. Niestety stałem się przez to przeciwnikiem fotograficznych wyrobów tej firmy i będę oficjalnie głosił, że najlepsze co jest w aparatach Sony to marketing!

Niestety na nic nie starczyło czasu i pora wreszcie coś zjeść!

Komentarze (1) Kategorie:  życie