September 1, 2008

Dziwne weekendy II

Pyry z gzikiem Integrowanie się z rdzenną ludnością Poznania ma swoje niewątpliwe zalety. Poznaje się w ten sposób tradycyjne (nie mylić z wyszukane) i bardzo smaczne miejscowe potrawy. Na zdjęciu po lewej pyry z gzikiem. Tłumaczenie dla ludzi spoza Victor (Chile) playing some latino music terenów pyrowych: kartofle/ziemniaki z serem. Palce lizać! Do tego można dołożyć paradowanie w krakowiaku po Środzie Wielkopolskiej, odkrycie, że klisza, którą się założyło jeszcze w Chinach pękła (ale szczęśliwie na koniec i teraz sobie grzecznie schnie na sznurku) i się robi dziwnie i nietypowo. Ważne, że nudą nie wieje.

Komentarze (0) Kategorie:  życie

August 28, 2008

Dziwne weekendy

p8240149.JPG Ileż to jeszcze mi przyjdzie w życiu robić dziwnych rzeczy (fota na lewo). Weekend z wariatkami w  strojach ludowych to na pewno coś… nietypowego! Po czymś takim dobrze czasem wrócić do domu i znaleźć starą dedykację sprzed lat:

p8250001.gif

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Komentarze (2) Kategorie:  życie

August 15, 2008

A road to Hel

dsc_3880-1.JPG

Kiedy myślisz, że PKP już niczym zaskoczyć cię nie może, wtedy okazuje się, że pociągi mogą jechać wolniej, a pojęcie “12 godzin opóźnienia” funkcjonuje nadal w czasach, gdy w takim tempie leci się do Hong Kongu (podirytowana twarz korporacyjnego pracownika na urlopie po prawej stronie). To były przykre sprawy. Poza tym było pięknie, bo było dobre towarzystwo, słoneczna pogoda i parę ciekawych pomysłów, o których będziemy wnukom opowiadać.

Dwie prawdy na dziś:

  1. Każdemu czasem robi dobrze sen na schodach dworca Gdańsk Główny.
  2. Students... Gdy mija 30-godzinna podróż podczas której widziałeś już wiele to wtedy o swoim istnieniu przypominają wszechobecni studenci (po prawej).

Zdjęcie w nagłówku by king.pest.

Go to Hel!

July 24, 2008

Fotografia bardzo praktycznie

_dsc2621_.jpg

Foto by Krzysztof Mochocki

Komentarze (0) Kategorie:  życie

Spacer z Łosiem, czyli różne tryby pracy autofocusa

Istnienie różnych trybów pracy autofocusa nie jest zapewne dla nikogo tajemnicą. Wyróżniamy zatem trzy podstawowe:

  1. Pojedynczy (single) - ostrzy raz do uzyskania potwierdzenia ostrości.
  2. Ciągły (continuous) - ostrzy do potwierdzenia ostrości, ale non stop (możemy poruszać obiektywem).
  3. Ręczny (manual) - nie ostrzy, znaczy my to robimy.

Dodatkowo w różnych systemach występują kombinacje łączące działanie tych trybów i na tym właśnie postanowiłem się dzisiaj skupić.

Pierwszym ważnym dodatkiem jaki otrzymujemy jest przycisk AFL (autofocus lock). Pozwala on na zablokowanie autofocusa w pozycji przez nas porządanej. Kolejnymi ważnymi są kombinacje takie jak S-AF+MF lub C-AF+MF. Brzmią i wyglądają skomplikowanie, ale stworzone są po to, aby ich używać i warto się zapoznać z ich działaniem, bo mogą ułatwić życie. Pozwalają na użycie systemu AF, ale pozostawiają też aktywny pierścień ręcznego ostrzenia.

Dzisiejszym poligonem działań z autofocusem był staw z kaczkami w Parku Sołackim. Aby uzyskać ujęcie takie jak obok, czyli bezpośrednio niemalże z powierzchni wody są co najmniej dwie drogi: możemy ostrzyć z użyciem AF i potem przełączać na MF (ergonomicznie np. w moim Olympusie 410 kiepskie wyjście), żeby móc potem aparat obniżyć do poziomu wody lub użyć bardzo ciekawej kombinacji (uwaga, informacje ciężkie i związane stricte z systemem Olympusa)…

Po pierwsze włączamy aparat na MF (na manualu po połowicznym przyciśnięciu spustu migawki nie uruchamia się AF), a następnie zaprogramować tak przycisk AEL/AFL, aby uruchamiał on działanie AF. Po co to wszystko? Ano po to, by móc najpierw “z oka” wycelować i wyostrzyć na kaczkę, a następnie spokojnie opuścić aparat jak najniżej i swobodnie zrobić fotę bez obawy utraty ostrości. Można to oczywiście załatwić jeszcze przyciskiem AFL, ale wtedy w trakcie działania musimy wciskać (dla Poznaniaków: dusić) jakąś rzecz na aparacie.

An elk at lake Tyle technicznych spraw na dzisiaj, pora przejść na luźniejsze tematy. Na spacerze w stronę Jeziora Rusałka byłem z Łosiem. Łoś znajduje się na zdjęciu po prawej stronie. Przyjechał on do mnie ze Szwecji przez Warszawę, gdzie odebrałem go lecąc z Hong Kongu przez Paryż.

Miałem dziś również niesłychaną okazję przejść przez pół Poznania piechotą. Że było warto i że wszędzie jest pięknie przekonałem się już czytając ogłoszenie pod Żabką:

p7240095.JPG
W tym wypadku może jednak dodam: nie tyle pięknie co egzotycznie (zatem wcale nie trzeba latać po całym świecie). Przejszłem zatem kawał drogi, szybko stwierdziłem też, że nie naładowałem akumulatora, ale na szczęście parę ujęć jeszcze strzeliłem:

A kto jeszcze czasem nie dostrzega piękna otaczającego nas świata to polecam na wieczór (jak i poranek) rzucić okiem na TO.

July 23, 2008

Prawie dobry dzień

Przychodzi taki czas w życiu każdego człowieka, że gdy właśnie rozpoczyna się cudowny dzień to przychodzi gościu z elektrowni i odcina prąd (tutaj dosłownie: zabiera licznik). Bez prądu oczywiście żyć można, ale po zapłaceniu zaległych rachunków jest już ciężko (i wtedy odczuwa się ciężkość - dość często zauważane zjawisko w niektórych środowiskach).

Aby tak o niczym nie było to zapraszam do zerkania na kolejne chińskie zdjęcia, których miniaturki pojawiają się obok…

Komentarze (0) Kategorie:  życie

July 15, 2008

Znowu Polska - dokładniej: Polacy

Jeśli po dwóch tygodniach słuchania chińskiego gadania jesteś świadkiem chamstwa na lotnisku to musiałeś spotkać Polaka. Tak też mi się trafiło na paryskim de Gaulle’u. Stojąc w kolejce do bramek byłem świadkiem kłótni w super połamanym angielskim. Pani o francuskich rysach twarzy krzyczała let me space! na pana o europejskim akcencie, który odburknął off with you! can not see you!. Czyż nie piękny to język? Żadne z nich nie powiedziało nic poprawnie, ale mogli się pokłócić i zrobić scenę, w której wiadomo było o co chodzi. Łudziłem się jeszcze przez chwilę, że starszy pan nie jest z mojego rodzinnego kraju, niestety po chwili zobaczyłem w jego rękach książeczkę “Rzeczpospolita Polska, Paszport”. Życie…

Tutaj chciałem zaapelować do rodaków na całym świecie: Polacy! Nie każcie mi się za Was wstydzić, gdziekolwiek się znajdę! Zaskoczmy świat kulturą!

W każdym razie z braku czasu na lotnisku w Hong KonguNow that is a friendly policeman! nie zapodałem jeszcze stamtąd żadnego zdjęcia. Warto zwrócić uwagę na przyjaznego policjanta (obok). Generalnie te wszystkie maleńkie ludziki są bardzo sympatyczne (z młodymi tancerkami z Hong Kongu na czele).I think it's Hong Kong's tallest condominium building Hong Kong robi wrażenie jako miasto rozsiane po wzgórzach z chudymi i wysokimi blokami mieszkaniowymi (fota na lewo). Pięknie prezentuje się w nocy, widać jednak gołym okiem, że jest to 7 milionów ludzi upchanych na niewielkim kawałku ziemi w mieszkaniach wielkości pokoju w akademiku. Wszyscy zabiegani, a handel kwitnie - wody wokół miasta zapchane są niezliczonymi statkami rozmaitej wielkości. Aha, elektronika jest tania, ale nie do przesady. Przebicie dość podobne jak w Stanach. Tyle chyba skrótowej refleksji po kilkugodzinnym obcowaniu z miastem. Ważna uwaga: walutę z Hong Kongu można stosować w Macau, ale odwrotnie to już nie działa (dowiedzieliśmy się o tym w praktyce od taksówkarza). No i przypomnę jeszcze, że McDonald’s jest wszędzie!

Mazury Jeszcze tylko rundka wokół Tybetu, rzut okiem na Ural, zwiedzanie Moskwy jednym spojrzeniem, kilka zdjęć mazurskich jezior, rozmowa z Małgorzatą Pieńkowską (nie, nie zauważyłem, że pani, która obok mnie usiadła i miło zamieniła kilka słów jest gwiazdą serialu M jak miłość - nie oglądam go), lot z Agnieszką Holland (o, tym już się można chwalić!) no i znowu Warszawa.

Dwie ostatnie impresje z wyprawy na koniec świata:

LCD screen in an Air France plane Zrzut ekranu z samolotu Air France - kto zna tą płytę ten wie o co chodzi. Ja tylko serdecznie pozdrawiam osobę, której ekran właśnie fotografowałem. Druga impresja to dwóch muzyków w taksówce pana Wong Chiu Kwan w środku Hong Kongu z bagażnikiem zapiętym na sznurek, bo walizki były za duże. Bezcenne:

One last impression from Hong Kong - two musicians in a taxi cab

Na kompie 1502 zdjęcia - będą się pojawiały regularnie w ciągu najbliższych tygodni w galerii. W końcu pozostało jeszcze mnóstwo materiału z nocnych i dziennych wypraw z NG po Macau, plaży nad Morzem Południowochińskim czy rejsu po porcie rybackim w Hong Kongu. Tyle. Pozostaje pytanie: dokąd teraz?

July 13, 2008

Na lotnisku w Hong Kongu

Stwierdzam niniejszym (podobnie jak kiedyś), że na lotnisku w Hong Kongu jest darmowy hotspot.

Dzisiejszy gratis - panorama Hong Kongu:P7120147-P7120154

July 10, 2008

Zdrowie!

Some things are always the same, everywhere. Cheers to you!Niektóre rzeczy wszędzie są takie same - tak jak Coca Cola (jedyne $3,50!) sprzedawana na najbrudniejszych ulicach Macau. Podczas tej wyprawy, jak przystało na reportera NG, zrobiłem mnóstwo świetnych ujęć, których niestety nie mam kiedy przejrzeć i opublikować, dlatego też podzielę się tylko wiedzą uniwersalną:


July 8, 2008

Gorąco - nie zawsze znaczy ciężko

European tourist at the edge of the world - now that's a tough job!W Macau (albo w Macao, bo już nie wiem która nazwa jest czyja) jest gorąco. Dzień w dzień człowiek się poci, i tu kolokwialnie wtrącę, jak dzika locha. Na szczęście wszędzie wszystko jest klimatyzowane, trzeba jednak uważać na szoki temperaturowe. Wszystko to sprawia, że praca europejskiego turysty (obok) wcale nie jest letka.

Warto zwrócić uwagę na dwie różnice kulturowe, które przeciętnego Polaka mogą zaskoczyć:

  1. Chińczycy SĄ punktualni. Jeśli autobus odjeżdża o 15.45 to znaczy, że odjedzie niezależnie czy w nim siedzisz. Jeśli koncert zaczyna się o 19.00 to się zaczyna i nieważne, że honorowi goście jeszcze nie dotarli (ale i tak się ich wita).
  2. Na jezdni jest bałagan, a może raczej brak wszelkiej uważalności na pieszego. Tak - polscy kierowcy są kulturalni i ustępują miejsca. Tutaj się wchodzi prosto pod samochód.

No i wszędzie jest dużo chińczyków i w ogóle. Dodam jeszcze, że wczoraj wpadło mi do pokoju 12 małych chinek z Hong Kongu. Rozkoszny widok do prawdy! I jak zwykle nie było aparatu pod ręką (pomimo, że wziąłem trzy), bo wszystkie się akurat zaczęły ładować a karty pamięci załadowane po brzegi (a też wziąłem trzy). No nic, będę potem historie wnukom opowiadał.