Jeśli po dwóch tygodniach słuchania chińskiego gadania jesteś świadkiem chamstwa na lotnisku to musiałeś spotkać Polaka. Tak też mi się trafiło na paryskim de Gaulle’u. Stojąc w kolejce do bramek byłem świadkiem kłótni w super połamanym angielskim. Pani o francuskich rysach twarzy krzyczała let me space! na pana o europejskim akcencie, który odburknął off with you! can not see you!. Czyż nie piękny to język? Żadne z nich nie powiedziało nic poprawnie, ale mogli się pokłócić i zrobić scenę, w której wiadomo było o co chodzi. Łudziłem się jeszcze przez chwilę, że starszy pan nie jest z mojego rodzinnego kraju, niestety po chwili zobaczyłem w jego rękach książeczkę “Rzeczpospolita Polska, Paszport”. Życie…
Tutaj chciałem zaapelować do rodaków na całym świecie: Polacy! Nie każcie mi się za Was wstydzić, gdziekolwiek się znajdę! Zaskoczmy świat kulturą!
W każdym razie z braku czasu na lotnisku w Hong Kongu
nie zapodałem jeszcze stamtąd żadnego zdjęcia. Warto zwrócić uwagę na przyjaznego policjanta (obok). Generalnie te wszystkie maleńkie ludziki są bardzo sympatyczne (z młodymi tancerkami z Hong Kongu na czele).
Hong Kong robi wrażenie jako miasto rozsiane po wzgórzach z chudymi i wysokimi blokami mieszkaniowymi (fota na lewo). Pięknie prezentuje się w nocy, widać jednak gołym okiem, że jest to 7 milionów ludzi upchanych na niewielkim kawałku ziemi w mieszkaniach wielkości pokoju w akademiku. Wszyscy zabiegani, a handel kwitnie - wody wokół miasta zapchane są niezliczonymi statkami rozmaitej wielkości. Aha, elektronika jest tania, ale nie do przesady. Przebicie dość podobne jak w Stanach. Tyle chyba skrótowej refleksji po kilkugodzinnym obcowaniu z miastem. Ważna uwaga: walutę z Hong Kongu można stosować w Macau, ale odwrotnie to już nie działa (dowiedzieliśmy się o tym w praktyce od taksówkarza). No i przypomnę jeszcze, że McDonald’s jest wszędzie!



Jeszcze tylko rundka wokół Tybetu, rzut okiem na Ural, zwiedzanie Moskwy jednym spojrzeniem, kilka zdjęć mazurskich jezior, rozm
owa z Małgorzatą Pieńkowską (nie, nie zauważyłem, że pani, która obok mnie usiadła i miło zamieniła kilka słów jest gwiazdą serialu M jak miłość - nie oglądam go), lot z Agnieszką Holland (o, tym już się można chwalić!) no i znowu Warszawa.
Dwie ostatnie impresje z wyprawy na koniec świata:
Zrzut ekranu z samolotu Air France - kto zna tą płytę ten wie o co chodzi. Ja tylko serdecznie pozdrawiam osobę, której ekran właśnie fotografowałem. Druga impresja to dwóch muzyków w taksówce pana Wong Chiu Kwan w środku Hong Kongu z bagażnikiem zapiętym na sznurek, bo walizki były za duże. Bezcenne:

Na kompie 1502 zdjęcia - będą się pojawiały regularnie w ciągu najbliższych tygodni w galerii. W końcu pozostało jeszcze mnóstwo materiału z nocnych i dziennych wypraw z NG po Macau, plaży nad Morzem Południowochińskim czy rejsu po porcie rybackim w Hong Kongu. Tyle. Pozostaje pytanie: dokąd teraz?