May 1, 2008
Podróżowanie
Czasem tak bywa, że dowiaduję się z biletu gdzie się aktualnie znajduję (szczerze, można zapomnieć!). Mając wolną środę wynalazłem nowy sposób podróżowania: trzeba się umyć, naładować Olympusa i Toshibę i udać się z nimi na stację, gdzie kupuje się bilet na losowo wybrany pociąg. Tak więc trafiłem do Rawicza. Co prawda miałem ochotę na typowo plenerowe fotki to jednak postanowiłem zobaczyć miasto od wewnątrz. Okazało się, że jest to typowo niemiecka mieścina o średniowiecznym układzie ulic. Ciasne kamienice w najróżniejszych stylach (momentami jak w południowych Włoszech) wprawiają w osłupienie i każą ponownie zastanowić się co z perspektywą w architekturze i jak to ująć, żeby niebo wyszło dobrze. Układ miasta przypomniał mi Suwałki z jedną z pokazowych arterii wyłączonych z ruchu samochodowego. Po dostaniu się do Rynku Głównego (sam to
wywnioskowałem gdzie jestem!) ujrzałem piękny ratusz (i tu proszę spojrzeć kto jest zorientowany na zdjęcie obok i dopowiedzieć sobie w jakim stylu). Zaraz obok natknąłem się na zadbany kosciółek imienia Św. Boboli na ulicy Buszy, gdzie po chwili dopiero zorientowałem się, że jestem fotografem ślubnym.
Bo:
1. To normalne, że stoję przed wejściem i walczę z różnicą tonalną wnętrza i fasady kościoła (zdjęcie na prawo).
2. Nie miałem pojęcia co to za uroczystość w środku tygodnia i uznałem za stosowne rozłożenie się z aparatem na trawniku przed kościołem.
3. Nie widziałem nic niestosownego w robieniu zdjęć dorożce i dwóm jeźdźcom podjeżdżającym pod wspomniany kościół.
Aha. Uwaga dla zwiedzających: rozejrzyjcie się dokładnie szukając bankomatu, bo jest ich tam kilka (tak, poszedłem do nieswojego i zapłaciłem prowizję, a mój był po drugiej stronie Rynku).
Kontakt z Rawiczem zakończyłem piknikiem na peronie pierwszym, gdzie spożyłem kilka parówek, Książa, bułki jakieś i musztardę piekielną (pozdro dla konduktora ze składu na bocznicy!).
Bilet do Katowic i jazda dalej! W kolejnym pociągu trafiłem na dyskusję z Polakiem:
“(…) wie pani, nic nie zrobili, no do tej pory nic nie zrobili, no nic nie zrobili! Służbę zdrowi rozpieprzyli…
Inny pasażer: Służbę zdrowia to akurat każda władza przerabia na własne kopyto.
No tak, no ale kurcze niech nie mówi [premier Tusk], że… no to to to po ch*j taka władza jest? Po co taka władza? To wziąść sikierami i jutro to się skończy z tym!
To po co takie społeczeństwo?
Nie no, oczywiście! Społeczeństwo takie to po cholerę takie społeczeństwo jak władza tylko gnębi społeczeństwo i ma w d**ie wszystkich: emerytów, rencistów…
Władza jakaś musi być, bo inaczej to by był małpi gaj.
Nie musi być, nie musi być! No przecież tu nie ma władzy, tu jest bezwładza. Zobacz, że mordercy, bandyci mają prawo, a zwykli ludzie nie mają prawa. No Ćwiąkalski wypuszcza samych morderców. Jakie to jest prawo? No jakie? (…) Premier z Stokłosą jeszcze wódkę pili w Boże Narodzenie, a tu niby Heniu był we więzieniu. (…) Ale kto tą władzę wybrał?
Cudownie! Jednak prawdziwy folklor dopiero spotkałem pod dworcem w Katowicach. Bezpiczeniej czasem pracować z aparatem niż z dyktafonem. Kolejny pociąg zawiózł mnie na wschód słońca do Warszawy.
Oczywiście, że wg prawa Murphy’ego musiał on jechać przez Skierniewice, oczywiście, że zwolnił
na dworcu i się nie zatrzymał i oczywiście, że nie dało sie otworzyć drzwi podczas jazdy. Nie ma tego złego. Zawsze dobrze jest zobaczyć Pałac, a tym bardziej podczas wschodu Słońca! Pozdrawiam serdecznie wszystkich Polaków, a zwłaszcza Polki, które częstują kanapkami na dworcach!
































