August 4, 2008

Start 66 S - polska legenda średniego formatu

Moving forward... or backward? Obcowanie z dinozaurami fotografii ma swoje mocne strony - można dostać w ręce takie cudeńka jak Start 66 S. Obiektyw 75/3,5, 6 czasów otwarcia migawki, trzy pokrętła, komin z lupką, spust migawki i kompletny brak jakiegokolwiek pomiaru światła. Czyli prawie jak Mamiya…

A Fomapan 200/120 już w drodze…

Przy okazji, jeśli ktoś z branży ma ochotę na Rubinara 1000, którego kiedyś opisywałem to zapraszam do aukcji.

Komentarze (2) Kategorie:  fotografia

July 24, 2008

Spacer z Łosiem, czyli różne tryby pracy autofocusa

Istnienie różnych trybów pracy autofocusa nie jest zapewne dla nikogo tajemnicą. Wyróżniamy zatem trzy podstawowe:

  1. Pojedynczy (single) - ostrzy raz do uzyskania potwierdzenia ostrości.
  2. Ciągły (continuous) - ostrzy do potwierdzenia ostrości, ale non stop (możemy poruszać obiektywem).
  3. Ręczny (manual) - nie ostrzy, znaczy my to robimy.

Dodatkowo w różnych systemach występują kombinacje łączące działanie tych trybów i na tym właśnie postanowiłem się dzisiaj skupić.

Pierwszym ważnym dodatkiem jaki otrzymujemy jest przycisk AFL (autofocus lock). Pozwala on na zablokowanie autofocusa w pozycji przez nas porządanej. Kolejnymi ważnymi są kombinacje takie jak S-AF+MF lub C-AF+MF. Brzmią i wyglądają skomplikowanie, ale stworzone są po to, aby ich używać i warto się zapoznać z ich działaniem, bo mogą ułatwić życie. Pozwalają na użycie systemu AF, ale pozostawiają też aktywny pierścień ręcznego ostrzenia.

Dzisiejszym poligonem działań z autofocusem był staw z kaczkami w Parku Sołackim. Aby uzyskać ujęcie takie jak obok, czyli bezpośrednio niemalże z powierzchni wody są co najmniej dwie drogi: możemy ostrzyć z użyciem AF i potem przełączać na MF (ergonomicznie np. w moim Olympusie 410 kiepskie wyjście), żeby móc potem aparat obniżyć do poziomu wody lub użyć bardzo ciekawej kombinacji (uwaga, informacje ciężkie i związane stricte z systemem Olympusa)…

Po pierwsze włączamy aparat na MF (na manualu po połowicznym przyciśnięciu spustu migawki nie uruchamia się AF), a następnie zaprogramować tak przycisk AEL/AFL, aby uruchamiał on działanie AF. Po co to wszystko? Ano po to, by móc najpierw “z oka” wycelować i wyostrzyć na kaczkę, a następnie spokojnie opuścić aparat jak najniżej i swobodnie zrobić fotę bez obawy utraty ostrości. Można to oczywiście załatwić jeszcze przyciskiem AFL, ale wtedy w trakcie działania musimy wciskać (dla Poznaniaków: dusić) jakąś rzecz na aparacie.

An elk at lake Tyle technicznych spraw na dzisiaj, pora przejść na luźniejsze tematy. Na spacerze w stronę Jeziora Rusałka byłem z Łosiem. Łoś znajduje się na zdjęciu po prawej stronie. Przyjechał on do mnie ze Szwecji przez Warszawę, gdzie odebrałem go lecąc z Hong Kongu przez Paryż.

Miałem dziś również niesłychaną okazję przejść przez pół Poznania piechotą. Że było warto i że wszędzie jest pięknie przekonałem się już czytając ogłoszenie pod Żabką:

p7240095.JPG
W tym wypadku może jednak dodam: nie tyle pięknie co egzotycznie (zatem wcale nie trzeba latać po całym świecie). Przejszłem zatem kawał drogi, szybko stwierdziłem też, że nie naładowałem akumulatora, ale na szczęście parę ujęć jeszcze strzeliłem:

A kto jeszcze czasem nie dostrzega piękna otaczającego nas świata to polecam na wieczór (jak i poranek) rzucić okiem na TO.

July 16, 2008

O polarach i pewnym kicie

Należałoby skończyć tematy wakacyjne i wziąć się do roboty.

Po pierwsze parę słów o filtrze polaryzacyjnym (kiedyś troszkę o tym pisałem już). Nie owijając w bawełnę jego działanie polega na polaryzowaniu promieni świetlnych, czyli likwidacji odblasków, refleksów i różnych nieuporządkowanych fal świetlnych. Istnieją dwa rodzaje filtrów polaryzacyjnych: kołowy i liniowy. Z pewnych względów używa się obecnie prawie tylko kołowych.

Filtr taki jest zbudowany z dwóch obracających się względem siebie płytek szklanych (po wkręceniu na obiektyw obracamy tylko zewnętrznym pierścieniem filtra). W zależności od ułożenia ich względem siebie i naszej pozycji do źródła światła zmienia się stopień polaryzacji światła wpadającego w obiektyw. I to zjawisko ma właśnie kluczowe znaczenie dla niektórych obiektywów kitowych (Canon, Nikon i Sony). Podczas ostrzenia obiektywy te poruszają frontową soczewką obiektywu co utrudnia pracę z takim filtrem. Problemu takiego nie mają Olympus i Pentax - ten ostatni nawet pomyślał o tulipanie z otworem na uchwyt do filtra w swoim kitowym obiektywie. Nie krzyczę, że konstrukcja wymienionych trzech szkieł uniemożliwia pracę z filtrem polaryzacyjnym, ale na pewno jej nie ułatwia.

Oprócz efektów takich jak likwidacji refleksów i odbłysków co wiąże się z wysyceniem kolorów, brakiem odbicia świateł na powierzchni wody, przejrzystością witryn sklepowych filtr ten też “wyłącza” monitory LCD czy tablicę świetlną na nowym terminalu Okęcia:
bez-nazwy-1.jpg

Ogrom przykładów działania filtra polaryzacyjnego można znaleźć w necie albo najlepiej samemu sie przekonać. Podsumowując jest to świetne akcesorium dla pejzażystów, i fotografów przyrody. Przydaje się przy fotografowaniu witryn sklepowych i pewnie jeszcze garści innych zastosowań.

Ważna rzecz, o której powinniśmy pamiętać: filtr ten zatrzymuje część światła do nas docierającego. Jest to coś pomiędzy 1 a 1,5EV. W praktyce oznacza to, że zamiast 1/200 będziey mieli 1/80s. W kiepskim oświetleniu nie ułatwia zatem pracy.

Jeszcze jedna rzecz: najlepiej sprawuje się, gdy Słońce pada pod kątem 90° względem fotografowanej sceny. Gdy jest na wprost przed lub za nami wiele nie pomoże. Ponownie będzie to przeszkadzało, gdy mamy obiektyw np. “pejzażowy” 24mm (w ekwiwalencie) nie mówiąc już o wszelkich rybich oczach.

Uff, mam nadzieję, że to wyczerpało temat przynajmniej na początki przygód z polaryzowaniem.

Druga refleksja na dziś tyczy się kitowego obiektywu Sony (Sony DT 18-70mm 1:3.5-5.6). Podczas ostatniego wyjazdu miałem okazję przetestować go nieco i pomęczyć. Efekty były gorsze niż się spodziewałem. Obiektyw ten aberruje i nie da sie tego ukryć. Widać to amatorskim okiem w amatorskich próbach wykonywanych z nudów. Zwolennicy i wielbiciele systemu niech mówią co chcą, ale ja piszę tylko i wyłącznie o empirycznych dowodach, których nawet nie musiałem nigdzie wyczytywać tylko wziąłem do ręki. Aha, porównywałem z równie plastikowym kitem Olympusa (uwielbiam dolewać oliwy do ognia).

Jednym zdaniem: chiński obiektywik Sony’ego ssie, a zainteresowanym mogę to pokazać ręcznie.

A propos Chin to spływają mi z dysku kolejne zdjęcia:

A floating house in Hong Kong

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

July 1, 2008

Nowy Nikon

Nikon D700 W trakcie przygotowań do podróży zaskoczyła mnie informacja o nowym Nikonie (za dpreview.com, zdjęcie obok). Robi się coraz ciekawiej i ceny profesjonalnego sprzętu są coraz bardziej przystępne. Świetnie, że ta część rynku się powiększa i rośnie konkurencja. Być może wreszcie prymat Canona zacznie się kurczyć (btw ilu Nikonowców naliczyliście podczas finału Mistrzostw Europy? Ja tylko jednego z D3) co w sumie dla konsumentów jak najlepiej. Tym bardziej, że pełnoklatkowe Canony z technicznego punktu widzenia wcale cudowne nie są (vide recenzja Marka III w czerwcowym Foto Kurierze). Ciekawe czym wreszcie Sony zaskoczy w tym segmencie.

zdjecie101.jpgWracając do moich chińskich przygotowań to mam już:

  1. Olympus E-410 (jechać musi koniecznie - wreszcie odwiedzi ojczysty kraj!).
  2. Praktica MTL3.
  3. Zenit E.

Praktica MTL3 with Carl Zeiss' Flektogon 4/20 - awesome. No i zestaw obiektywów: dwa kity Olka, dwa manuale na M42, o których pisałem wcześniej, i gwóźdź programu - Flektogon 4/20 (Carl Zeiss Jena DDR! - zdjęcie obok). Za udostępnienie Praktici i Flektogona dziękuję Mariuszowi Mrozowi. Jazda jeszcze po klisze i wszystko gotowe.

June 20, 2008

Czasy się zmieniają

fragment książki Benno Wundshammera, “Fotografia dla wszystkich”, Wydawnictwa artystyczne i filmowe, Warszawa 1989, str. 149-151.:

Ja sam, jak zdziczały fotograf, wysoko na ośle galopowałem w dół stromymi serpentynami do portu wyspy Santorin na Morzu Śródziemnym, fotografując jednocześnie sześcioma (!) aparatami fotograficznymi, które zwisały na szyi mniej lub bardziej stukając o siebie. Po co naraz sześć aparatów? Po to, aby w możliwie najkrótszym czasie zawrzeć na kasetach możliwie największy zestaw zdjęć migawkowych.

Można przyjąć, że trzy aparaty fotograficzne z trzema ogniskowymi są wyposażeniem dostatecznym, ale tylko w przypadku fotografowania na błonach fotograficznych tego samego rodzaju: czarno-białych lub barwnych. Kiedy zamierzamy równocześnie wykonywać zdjęcia czarno-białe i barwne - może dlatego, że pierwsze materiały dają się taniej obrabiać i powiększać a drugie przechowuje się dla wspaniałych i reprezentacyjnych zdjęć krajobrazowych - dwa razy po trzy aparaty z obiektywami o różnych ogniskowych nie są wybrykiem fotografa. Są one prawie oczywistą koniecznością.

Jadąc wówczas na ośle, na wąskich rzemykach zawiesiłem wspomniane sześć aparatów w ustalonym układzie. Na mojej bohaterskiej piersi spoczęły trzy aparaty Leica, wyposażone w obiektyw szerokokątny, normalny i średni teleobiektyw. Zwieszały się one ciasno jeden nad drugim w ściśle określonej hierarchicznej kolejności: najwyżej, na najkrótszym rzemyku aparat z obiektywem szerokokątnym, poniżej aparat z obiektywem normalnym, a najniżej trzecia Leica z teleobiektywem 135 mm. Wszystkie trzy aparaty były załadowane błonami czarno-białymi o tej samej czułości. Wszystkie trzy były wyposażone w osłony przeciwsłoneczne, a ich migawki nastawione na jednakowe warunki naświetlania - przysłona 1:8 i 1/500 s.

Pod lewym ramieniem zwisały jedna na drugiej, dwie lustrzanki Rolleiflex - jedna z obiektywem normalnym, a druga dwuobiektywowa lustrzanka Tele-Rolleiflex. Podczas galopu oba te aparaty przesuwały się niestety nieco względem siebie i czasami nawet mocno stukały. Jednak dobrze zamocowane w oprawach bagnetowych osłony przeciwsłoneczne oraz wkręcone słaby filtry czerwone były jak wmurowane, tak że nic się nie zgubiło i nie zgniotło. Osłony matówki celownika obu aparatów były otwarte i nastawione na przeziernikowy celownik ramkowy. Również jednakowo były nastawione przysłony na 1:5,6, a migawki centralne na 1/500s. Oba aparaty Rolleiflex były załadowane, jak łatwo się domyśleć, wysokoczułą barwną błoną negatywową.

W prawej dłoni, przykręcony do uchwytu, w gotowości, trzymałem czwarty aparat małoobrazkowy z długoogniskowym teleobiektywem. Był nim Zeiss-Ikon-Contarex z teleobiektywem 250 mm, jeden z najwspanialszych obiektywów, jakie kiedykolwiek wyprodukowano. Jego świetność i zdolność rozdzielcza są moim zdaniem przy tej ogniskowej niedoścignione. (…) Aparat Contarex był załadowany taką samą błoną fotograficzną, jaką załadowałem trzy, wiszące na szyi aparaty Leica.

Takie uszeregowanie aparatów wypróbowałem w ciągu długotrwałych doświadczeń i nigdy go nie zmieniałem, tak, że weszło mi ono w krew. Stosowanie jednakowych błon czarno-białych i barwnych oraz zsynchronizowane ustalenie przysłon i czasów migawek chroniło mnie przed obowiązkiem pamiętania i kontrolowania sześciu aparatów. W rzeczywistości musiałem rozważać jedynie dwie możliwości - fotografować na błonie czarno-białej, czy na barwnej. (…)

Oba aparaty średnioformatowe do zdjęć barwnych były zdejmowane tylko do wyjątkowo barwnych ujęć ogólnych i tematów wybranych. Wykonywanie zdjęć odbywało się dopiero po uprzednim zawieszeniu na ramieniu aparatu Contarex z teleobiektywem. Również ten ruch był prawie automatyczny. Jeśli jednak w dużej odległości pojawiły się ciekawe motywy dla dwieściepięćdziesiątki Contarexa, to oba Rolleiflexy wędrowały w stan spoczynku na lewe ramię, a obie moje dłonie zwalniały się do obsługi aparatu z teleobiektywem. To, że podczas jazdy na ośle aparaty Leica bębniły po mojej klatce piersiowej i ją masowały, nie przyniosło szkody ani mnie ani im.

Jeżeli z powątpiewaniem potrząsacie głową i z niepokojem zapytacie, czy się w tym wszystkim nie zaplątałem i przy tym nie spadłem z osła, to zgodnie z prawdą mogę zapewnić, że nie i że każdy to potrafi, kupując sześć odpowiednich aparatów i tak wytrwale wprawiając się w tym fotograficznym balecie, jak ja to uczyniłem. Oczywiście zakładając, że umie się jeździć wierzchem i potrafi uciskiem swych nóg kierować osłem. (…)

Ostatnia wskazówka. Jeżeli fotografuje się równocześnie kilkoma aparatami, to należy zawsze stosować zasadę przestawiania obiektywu po każdorazowym zdjęciu z powrotem w położenie nastawienia na nieskończoność. W ten sposób, chwytając ponownie za aparat, zawsze wiadomo w jakim położeniu nastawiony jest obiektyw i tym samym unika się zbędnych poszukiwań.

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

June 10, 2008

Rysowanie światłem

Painting with light IRysowanie światłem to całkiem świetna i śmieszna zabawa. Przepis prosty: statyw i długi czas naświetlania. A wyjść mogą cuda na kiju!

Jak to zrobić? ISO najniższe, przesłona najlepiej o jedną działkę mniej niż najmniejsza (w przypadku większości kitów to 16 zamiast 22 - kolejna zasada starych fotografów - unika się zmniejszenia rozdzielczości rzeczywistej zdjęcia) i jazda przed obiektyw z czymś co świeci. Ja wziąłem lampę zewnętrzną. Trzeba przy tym uważać, żeby nie zostać za długo w jednym miejscu, aby się nie zarejestrować (lub wręcz przeciwnie jak na powyższym zdjęciu).

Painting with light II Stwarza to też ciekawe możliwości z ustawianiem martwej natury (obok). Np. można rozświetlić krzesło od środka czy przestrzeń pomiędzy deskami a ścianą. Kolejne wiadro możliwości, na które wystarczy tylko odrobina czasu.

Ech, niestety kwestia czysto techniczna teraz. Matryce cyfrowe mają tą nieciekawą właściwość, że przy dłuższej rejestracji światła strasznie się grzeją. Znaczy to po prostu, że wyskakują gorące piksele w postaci kropeczek (nie mylić z szumem). Jaka na to rada? Olympus wynalazł coś co nie wiem jak nazwać, ale sprawdza się. Mianowicie po zrobieniu właściwego zdjęcia aparat wykonuje drugie przy zamkniętej migawce. Trwa to długo, ale efektem jest zdjęcie z odjętymi świecącymi pikselami z drugiego zdjęcia. Tak, zapomniałem włączyć tą funkcje, ale tylko dlatego, że nie było tych gupich kropeczek widać na wyświetlaczu! Można też oczywiście gimpować potem długo albo po prostu kupić aparat o większej matrycy (APS-C i wyżej).

Podsumowując polecam Owińska pod Poznaniem na niedzielny plener w piekelnym upale.

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

May 28, 2008

Urok kliszy

Almost like the Flatiron Building.Nie ma to jak załadować Zenita E Agfą 400/36 do ręcznego wywoływania, wziąć 50/3,5 i 28/2,8 i wyjść na miasto. Muszę się jednak przyznać, że w pomiarze światła zaufałem Olympusowi. Nie to, żebym zapomniał jak to się robi, ale po prostuTrain depot (using Zenith) nie ufam kilkudziesięcioletniemu światłomierzowi selenowemu (poza tym nigdzie nie podają jaki kąt on naprawdę mierzy).

Tylko: co można zrobić w godzinach południowych w Poznaniu? Parę pocztówek, przypomnieć sobie trochę zasad kompozycji, przyłapać obesrywujące wszystko gołębie na pomniku no i wyglądać profesjonalnie z dwoma aparatami na szyi!

A co w tym najlepszego? Frajda z mieszania puszki z całą tą chemią i oglądanie efektów pracy dopiero po tygodniu. Nie mówiąc już o skanowaniu negatywu. Potrzebna tylko jest 135-tka i do Chin ruszam na kliszy.PigeonsMarketplace

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

Do czego służy czas otwarcia migawki?

No właśnie. Do czego służy jeden z tzw. trybów kreatywnych? Widzę, że często ludzie boją przełączać się swoje aparaty w tryby A czy S (lub Av czy Tv). Oczywiście jeśli w ogóle je posiadają.

porownanie.JPG

Od początku: litera S lub Tv oznaczy tryb priorytetu czasu/migawki czy jak jeszcze sobie producenci wymyślili. Sens jest taki, że sterujemy wtedy czasem naświetlania naszego zdjęcia. Po co? Well, możemy dzięki temu osiągnąć efekty: zamrożenia ruchu, rozmycia obiektu aby pokazać, że jest w ruchu (również panoramizowanie). Wbrew pozorom nie jest to wcale jakaś super skomplikowana sprawa. Wszystkie parametry zdjęcia możemy sobie w tym trybie ustawić na Auto. Należy jednak pamiętać o kilku sprawach:

  • jeśli nie mamy definiowalnego AUTO ISO może nam nieprzyjemnie podskoczyć;
  • maksymalny czas otwarcia migawki nie może być dłuższy niż pisałem wcześniej;
  • lampa błyskowa jest zsynchronizowana przeważnie do ok. 1/200 s, więc dlatego może nie palić przy krótszych czasach.

clipboard01.jpgMożna by tu jeszcze wymienić parę spraw, ale najprościej pojąć wszystko w praktyce. Przyjemnym celem jest fontanna. Łatwo się na niej odróżnia kropelki (zdjęcie obok).

Wydłużanie czasu ekspozycji ponad normę (np A waterfall (Lithuania)do kilku sekund, czyli koniecznie ze statywem) prowadzi do powstawania bajkowych efektów jak prezentowany już wcześniej wodospad na Litwie. Jednym słowem zachęcam do eksperymentowania, szczególnie w erze lustrzanek cyfrowych kupowanych przez bogacące się społeczeństwo (nie mylić z rozwijającym się mentalnie społeczeństwem).

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

May 22, 2008

Рубинар 1000/10

A portrait using a 1000mm lens IITrafiła mi się okazja użycia obiektywu Rubinar 1000mm f/10 (w zestawie z telekonwerterem x2!). Nie czekając długo zgarnąłem kolegę i udaliśmy w miejskie przestrzenie z wygodnymi murkami do podparcia i zaczeliśmy namierzać ludzi po kątach. Przy okazji wykonałem również dwa portrety ze A portrait using a 1000mm lens Isłusznej odległości (obok). Jak widać pole widzenia nieco wąskie jest.

No więc z czysto technicznego punktu widzenia udało się z ok. 100 metrów odczytać z czego Magda dostała absolutorium na Wydziale Neofilologii (oczywiście Magdy nie znaliśmy). Łatwo przy okazji poczuć do czego przydaje się stabilizacja, której zapomnieliśmy wziąć, a więc czemu czasy naświetlania powinny być krótkie. Aby osiągnąć czasy naświetlania rzędu 1/500 s konieczne było użycie ISO 1600 (stąd szum na zdjęciach). Krócej się za bardzo nie dało przy świetle f/10. Acha, przypomnę stare przysłowie pszczół: czas naświetlania dla nieporuszonego zdjęcia powinien być nie dłuższy niż odwrotność ekwiwalentu ogniskowej dla 35mm wyrażona w sekundach. Brzmi dobrze? W praktyce oznacza to, że mając 1000mm ogniskowej założoną na aparat małoobrazkowy powinniśmy mieć czas ok 1/1000. W Olympusie z mniejszą matrycą ten sam obiektyw daje 2000mm, więc czas powinien być dwukrotnie krótszy. Znowuż dla obiektywu szerokokątnego (28, 18 lub 14mm w zależności od systemu) czas maksymalny to 1/30 s. Warto o tym pamiętać jak i również o tym, że praktyka (jak portrety powyżej) odbiega od teorii, czyli w moim przypadku zdjęcie wyszło pomimo czasu o 2EV dłuższego. Gorzej się to sprawdza przy szerokim kącie. Z czasu 1/30 zejście o 2EV daje efekty ciężkie (ale z nazwiska nie wymienię!).

Lights Odbiegając od trudności utrzymania tej armaty (a propos: ostrość ustawia się łatwiej kręcąc aparatem niż obiektywem!) to jakość obrazu jest dość średnia. Znaczy średnia jak na dzisiejsze standardy. Obraz nie jest krystalicznie ostry i czysty. Ale - jak na 1000mm o jeszcze niewielkich gabarytach w cenie kilkuset złotych to właściwie cudo do… no właśnie czego? Zdjęcie świateł po lewej wykonane zostało po położeniu aparatu na betonie z użyciem samowyzwalacza, wczesnego podnoszenia lustra i dokładnym ostrzeniem w trybie LiveView (no i ISO 100). Wnioskuję, że więcej się wyciągnąć nie da zatem do czego użyć tej lufy? Po solidnym zamontowaniu na ciężkim statywie można się pewnie bawić w dość wredne podglądactwo lub fotografię przyrodniczą. Mało to wszystko wygodne, co nie zmienia faktu, że dobrze czasem założyć 2 metry ogniskowej! Po dołożeniu konwertera robi się nawet cztery metry (odpowiednio o świetle f/20).

No i jeszcze afirmacja mojego Olympusa na koniec. Jak się okazało Olki z serii E-4xx to jedyne aparaty, które można wygodnie założyć do Rubinara przy użyciu tylko przejściówki na gwint M42. Canon 400D ma… za dużą lampę, a Olympus E-510 gripem prawie dotyka obiektywu.

Tyle przygód. Niedługo być może będę miał skany z ręcznie wywoływanej Agfy.

Komentarze (1) Kategorie:  fotografia

May 6, 2008

Nowe znajomości

Majowy weekend to pora, aby robić najprzeróżniejsze gupoty. Tak więc drugą jego część spędziłem na podróżowaniu na Litwę. Czekał mnie niewielki koncert do zagrania (a właściwie dwa), a przy okazji cała masa fajnego jeżdżenia. Poznałem po drodze też:

1. Chłopaka pracującego w niemieckim zakładzie pakującym mięso. Nasłuchałem się historii z branży i obowiązkowo nabrałem obrzydzenia do pakowanego mięsa.
2. Kolejna niespodzianka: trzech studentów medycyny z ciekawymi historiami z egzaminów (no przyznaję - niewiele zrozumiałem) popijających piwko. Dyńka mi jednak nie wytrzymała, wyjąłem poduszkę (ważne: poduszka w podróży pociagiem przez całą Polskę to skarb!) i oddałem się błogostanowi.
3. W autobusie Suwałki-Warszawa jechałem znowuż ze studentem psychologii. Łotyszem, jakby było mało.
4. Na sam koniec najlepsze - lakiernik samochodowy pracujący w Niemczech (a właśnie! na zachodnim są hot-dogi z dodatkami po 3 zeta!).

A waterfall (Lithuania)Zrobiłem też kilka fotek (np. ta po prawej). Uprzedzam ewentualne pytania o użycie programu do obróbki graficznej: zdjęcie wyszło takie prosto z aparatu, a jedyne co poprawiłem to wcisnąłem w Picasie “Szczęśliwy traf” i wykadrowałem nieco. Żadne cuda na kiju, zwykły Olympus E-410.

Jak już mowa o Litwie to muszę przyznać, że Wilno bardzo się rozwinęło od mojej ostatniej wizyty w nim w liceum. Ładnie tam i czysto. Piękne biurowce i odrestaurowane zabytki.

Kolejna obserwacja: potwierdzam poniekąd obiegową opinię, że im bardziej na wschód i ludzie biedniejsi tym sympatyczniejsi, życzliwsi i dobrzy ogólnie (podobnie zauważyłem w Paoli w południowych Włoszech - może nie na wschód, ale w biedniejszej części kraju). Nawet litewski, wydawałoby się, że przemęczony, kierowca busu (no właśnie, tanie PKSy tam mają) starał sie mówić po Polsku i podrzucił mnie pod sam przystanek autobusowy na Warszawę. Wspomnę jeszcze o pani dyrektor domu kultury, która była moim tłumaczem, doradcą i przewodnikiem w organizowaniu przeprawy do Poznania. Pięknie po prostu. Życzę wszystkim spotykania w życiu tylu dobrych ludzi co ja! I tyle radości z jeżdżenia gdziekolwiek. Kilka fotek więcej znajduje się w galerii lub po prostu na mojej flickrowej stronie.