June 17, 2010

Piła - i tyle nas widzieli

Byliśmy w Pile. I na tym się właściwie powinna skończyć ta opowieść. Jest tylko jeden powód, przez który nas Piła więcej nie ujży:

“Przepraszamy, gdzie tu jest jakaś starówka, stare miasto…?”

“O, tam zaraz w prawo jest deptak.”

Żegnamy zatem Piłę nieczule, po zrobieniu kilku nieudanych zdjęć i po zjedzeniu przeciętnego posiłku. Najciekawszy z tego wszystkiego był dworzec, bo gdzieś prowadził…Piła

May 27, 2009

Zdjęcia nocne

Robienie zdjęć nocą nie jest moją domeną (o czym już kiedyś wspominałem). Mając jednak ostatnio styczność z tematem przy innej okazji musiałem zastosować się do zasad sztuki.

W tej dziedzinie warto wiedzieć, mieć świadomość i pamiętać o dwóch rzeczach:

  1. Zdjęć nocnych nie wykonujemy nocą.
  2. Dydaktycznie warto zajrzeć i dowiedzieć się co to jest efekt Schwarzschilda.

Zatem czemu nie nocą? Abo wtedy jest nie tyle za ciemno (to byłoby zbyt proste) co po prostu obrazy stają sie zbyt mało kontrastowe. Poza tym okres między zmierzchem a nocą, kiedy niebo jest jeszcze błękitne świetnie uwydatni kształty budynków i innych obiektów. Po prostu lepszy jest bardzo ciemny błękit niż wielka czarna plama:

Druga sprawa to efekt Schwarzchilda.  Strzeszczając jego działanie można powiedzieć, że wykonywanie zdjęć nocnych o ekspozycjach kilkusekundowych czasami jest łatwiejsze “na oko” niż przy korzystaniu z wszechobecnych TTLi. Zresztą przy takich fotach generalnie łatwiej się pracuje w manualach chociażby ze względu na autofokus.

Dla może nieco mniej zorientowanych: nie, nie da się zrobić kilkusekundowej ekspozycji “z łapy” - potrzebny jest statyw lub cokolwiek w otoczeniu co możecie nazwać tym mianem (np. w Chinach statywami są setki skuterów stojące po kątach).

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

May 3, 2009

Wiosennie

Podobnie jak w zeszłym roku pogoda w okolicach weekendu majowego dopisała i ponownie jest okazja dobyć filtr polaryzacyjny. Podobnie również jest okazja spędzić trochę czasu na muzykowaniu jak i mniejszym czy większym obijaniu się. Pola żółte, niebo niebieskie, czegóż więcej chcieć?:

Jest też przy tym okazja skorzystać z uroków modelki zawsze chętnej do współpracy, choć nieco rozbrykanej:Chasing a tireThe Dancer

Można by w tym momencie napisać o zastosowaniu lampy błyskowej w takich warunkach, prostym składaniu panoram, ponownie o filtrze polaryzacyjnym (tutaj odsyłam do zeszłorocznego wpisu) i wreszcie o tym jak to rzepak brudzi spodnie. No można - pyłek rzepaku schodzi przy użyciu wody.

January 17, 2009

Mityczna pięćdziesiątka

Rozmawiając z pewnym człowiekiem_krzywo_robiącym_zdjęcia przypomniał mi się pewien mit obowiązujący po dziś dzień niczym przesądy ludowe:

Cały świat kocha 50 mm

Genezę tej ideologii znajdziemy już w starych książkach fotograficznych mówiących, że jest to obiektyw normalny - reprezentujący pole widzenia oka ludzkiego. Prawda? I ja również się z tym zgadzam. Problem jednak polega na tym, że nieco zmieniły nam się rozmiary materiału światłoczułego. Zatem 50mm w większości aparatów to jakieś 80mm (w 4/3 100mm). I co? I ciągle jest tak samo? Nic się nie zmieniło? Używając klasycznego nazewnictwa z obiektywu normalnego zrobił nam się teleobiektyw. Co się więc dzieje, że wszyscy nagle potrzebują niezbyt długiego teleobiektywu zamiast szerokich kątów? Otóż nic się nie stało nowego. Ludzie i tak kupują 50tkę, bo jest dobra i tania, a po jakimś czasie sami przyznają, że pożytek z niej mniejszy niż by się spodziewali. Nie piszę, rzecz jasna, a ludziach, którzy wiedzą ile to 50 mm, ale o tych, którzy tego nie wiedzą i dla nich robienie portertu z 50 mm to jest to samo co ze 135.

“…ale jest jasny!”

Brawo! No, jasny, ale to ciągle teleobiektyw. Czy światłosiłą się robi zdjęcia? Odnoszę wrażenie, że jest to kwestia mody i pójścia na fali. Niekonsekwencję tej tendencji ukazuje fakt, że jak ktoś kupuje kompakt to potrzebuje jak najszerszego kąta (ha! myślicie, że 28 to szeroko? to zdecydowanie jeszcze za mało!).

A tourist Więc może na fali tych przemyśleń zaapeluję: Ludzie! Róbcie zdjęcia! …i przestańcie kupować pięćdziesiątki!

…a jak już zrobicie wystarczająco dużo zdjęć i komuś się spodobają (and I really mean it: spo-do-ba-ją - nie grupce znajomych czy kółku zainteresowań na politechnice) to se wtedy kupcie co potrzebujecie, bo już będzie wiadomo, że nikomu truć o swoim sprzęcie nie będziecie, a nareszcie o zdjęciach.

No! Wyrzuciłem to z siebie, ale dobrze tak czasem pojechać po całości! Pozdrawiam i nie.

Komentarze (2) Kategorie:  fotografia

Fotografia komórkowa

Spoglądam czasami na tajniackie ujęcie wykonane Nokią 6300 w tramwaju poznańskim i ze zdumienia wyjść nie mogę (zarówno dla techniki ukrytej w naszych kieszeniach jak i tramwajów niosących ciekawy folklor):

Moheir beret (an archetype)

Ech, leżą mi na zapleczu nieopublikowane testy kart pamięci, dyskusja o pięćdziesiątkach, ale tak jakoś… leniwie jest. Czego w sumie i Wam życzę!

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

September 2, 2008

Jeszcze raz o kliszy

Wszystkim tym, którzy zapomnieli o zdjęciach analogowych i nie wiedzą czego im brakuje w swoich cyfrowych pukawkach dedykuję kilka poniższych zdjęć. Ja jestem zauroczony tym co na nich widać:

Night-wandering in Macau VI

Macau Tower

Po resztę moich analogów możecie zajrzeć tutaj.

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

August 28, 2008

Canon EOS 30 - krótka recenzja

Okazję jaka mi się nasunęła kilka dni temu, wykorzystałem dość dokładnie. Szybko zrobiłem rolkę filmu, zeskanowałem, przejrzałem zdjęcia no i oczywiście empirycznie zapoznałem się z jednym z wielkich EOSów.

Yet another analog picture

Postęp jaki dokonał się od ery Starta, Zenita E czy Praktici MTL3 widoczny jest gołym okiem. Nie trzeba już zakładać ręcznie filmu i bać się, że nie załapał. Canon sam chwyta rolkę i przesuwa do odpowiedniego momentu tak, że już pierwsze zdjęcie będzie na 100% udane. W 30tce wsadzono już większość rzeczy znanych z dzisiejszych cyfrówek: trzy rodzaje pomiaru światła, operowanie kompensacją ekspozycji, autofocus.

Pierwsza refleksja jest prosta i bezczelna: słaby autofocus. Możemy narzekać i mierzyć prędkości dzisiejszych autofocusów, ale jak spróbowałem tego z EOSa 30 to doceniłem swojego Olympusa 410. Nie wiem czy to kwestia postępu technicznego ostatnich lat, ale AF w Olku jest o wiele pewniejszy i dokładniejszy. Canon szybko gubi się w słabym świetle, wydaje mi się, że dość długo też celuje. A propos: bardzo ciekawa jest funkcja eye-control. Pozwala ona sterować wyborem pól AF wzrokiem. Po jej odpowiednim skalibrowaniu można ostrzyć tam gdzie spojrzymy. Rzeczywiście to działa i naprawdę aparat ostrzy w zależności od tego, na który z 7 punktów AF spojrzymy. Czy jest to wygodne? W dzisiejszych aparatch tego nie ma i w sumie się nie dziwię. Funkcja sprawia problemy wtedy, gdy chciałem po wyostrzeniu sprawdzić parametry ekspozycji wyświetlane pod kadrem. AF automatycznie wariuje i zaczyna szukać ostrości w innych punktach. Efektem tego wyszło mi dość ciekawe zdjęcie po prawej. Być może jest to tylko kwestia przyzwyczajenia i jest to o wiele szybsze niż klikanie dżojstykami i innymi takimi w dzisiejszych lustrzankach. Dla mnie to gadżet bez którego można się obejść.

f1000003.jpgCo z obiektywem z zestawu (28-80 mm f/3,5-5,6)? Standardowy kit dał w tym przypadku standardowe efekty (zdjęcie po lewej). Jak zwykle dystorsje (w tym przypadku łatwo widoczna beczkowata) i do tego niewielka winieta. Nie zmienia to faktu, że jednak jest wiele obiektywów na rynku, które bez problemu nadrobią braki tego kitu. W końcu to pełna klatka i tutaj tania canonowska pięćdziesiątka jest rzeczywiście pięćdziesiątką, a nie 80tką. No i zawsze można kupić pierścień pośredni i dołożyć różne stare manuale.

Na to wszystko jeszcze dochodzi urok zdjęć z kliszy. Wyczekane, przemyślane, o zupełnie innej geometrii, głębi ostrości i kolorach. Niby Canon EOS 30 robi to samo co stary Zenit E, ale jednak wszystkie technologie i różnicę kilku dekad widać. Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że otrzymam takie wsparcie ze strony aparatu podczas robienia zdjęć na kliszy. Dzisiaj ciężko pomyśleć, że komuś w ogóle chce się w ten sposób pracować. A czasem dobrze po prostu wrócić do jednego z wielkich gigantów ery analogowej i strzelić rolkę filmu…

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

August 20, 2008

Canon EOS 30

Właśnie z miasta świętej wierzy przyszła do mnie przesyłka, a w niej Canon EOS 30 z gripem i obiektywem 28-80 f/3,5-5,6. Jeszcze kilka lekcji obsługi i włożę mu może Superię 100/24. Nie ma to jak dobry EOS…

Canon EOS 30

Komentarze (1) Kategorie:  fotografia

August 13, 2008

Mieszanie chemii

Późną, nocną porą właśnie własnoręcznie wywołałem pierwszą wielkoformatową kliszę (nie mówiąc o tym, że jest to pierwsza klisza własnoręcznie wymieszana na własnej chemii w toalecie). Wszystko zrobiłem na totalnego ninję - mając jedynie niepewny koreks i ledwo rozrobioną chemię w butelkach. Okazuje się, że nie trzeba mieć ani termometru, ani lejków żadnych, ani nie trzeba się zbyt precyzyjnie trzymać czasów.

Do procesu użyłem:

  • wywoływacz Kodak D-76 - rozrobiłem wedle instrukcji trzymając temperaturę “na palec”, a potem tym samym termometrem ostudziłem do 20°C. Instrukcja dla Fomapanu 200 podawała 5-6 minut kręcenia, więc z odpowiednią dokładnością to wykonałem;
  • przerywacz profesjonalny - kubek wody i dwa chluśnięcia octem 10% - jakieś dwie minutki;
  • utrwalacz Tetenal Superfix - proporcje dobrane precyzyjnie butelką od piwa;
  • zmiękczacz Tetenal Mirasol - parę chlupnięć i gotowe.

Tak wywołana klisza nadaje się do spożycia po odpowiednim wyschnięciu. Widać na niej obrazy i to całkiem dobrze naświetlone. Niestety przepaliłem ją przy niektórych brzegach zapewne za sprawą komórki, którą mierzyłem czas. Kilka klatek jest zupełnie dobrych, niestety na efekty trzeba będzie poczekać do chwili znalezienia odpowiedniego skanera lub wykonania odbitek (czyli znalezienia powiększalnika i wywoływacza do papieru). Zabawa godna polecenia.

Aby nie obyło się bez fotografii to ujęcie z ostatniego spaceru z czterema aparatami po Poznaniu:

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

August 10, 2008

Kroki ekspozycji (EV), czyli inżynierskie podejście do fotografii

Hard work

Obracanie całą torbą analogowych aparatów sprawia, że w głowie układa się tabliczka przeliczająca zastaną ekspozycję na rozmaite liczby. W tym momencie okazuje się dopiero ile matematyki jest w fotografii.

Na ten przykład mam ze sobą trzy aparaty analogowe z materiałami o czułościach 100, 200 i 400. Czy konieczny jest pomiar światła dla każdego z nich? Jak sprawdzić czy ISO 100, f 5,6 i 1/250 s to jest to samo co na ISO 400, f 2,8 i 1/4000 s?

Systematyzując takie pojęcia trzeba zdać sobie sprawę, że kluczowe jest poznanie kolejnych przysłon, czasów jak i czułości, a co się z tym wiąże - ilości zarejestrowanego światła.

Kolejne przysłony jakie się zatem używa to: 1,4; 2; 2,8; 4; 5,6; 8; 11; 16; 22; 32; 45; 64 (czyli co druga razy dwa).

Kolejne czasu to już prościej, bo mnożymy lub dzielimy przez 2, czyli np: 1/1000; 1/500; 1/250; 1/125; 1/60; 1/30; 1/15; 1/8; 1/4 itd…

No i na koniec najprostsze, czyli czułości materiału światłoczułego: 100, 200, 400, 800 etc.

W każdym wypadku przesunięcie się na sąsiednią liczbę daje dwukrotne zwiększenie (lub zmniejszenie) ilości wpadającego światła. Rachunek ten jest prosty dla przykładu, gdy mamy np. ISO 100 i chcemy zmniejszyć przysłonę z 5,6 na 8. Wystarczy wydłużyć czas o jeden krok i sprawa załatwiona.

Przykład: ISO 100, f 5,6, 1/125s = ISO 100, f 8, 1/60s (zmniejszenie ilości światła spowodowane zamknięciem przysłony jest zrekompensowane dwukrotnym wydłużeniem czasu naświetlania).

Przypomina to prosty układ równań dwóch niewiadomych. Problem jest większy, gdy jednocześnie przeskakujemy jeszcze z czułością, bo mamy dwa równania i trzy niewiadome.

Przykład skrajny: ISO 50, f 1,4, 1/1000s = ISO 1600, f 16, 1/250s.

Proponowałbym zbudować tu macierz. Jeśli do tak banalnego układu dodamy jeszcze konieczność pamiętania, by się nie pomylić i nie przesuwać w drugą stronę to już dopełni dzieła zniszczenia. Sam się ostatnio pomyliłem i przeliczyłem ISO 400, f 8 i 1/500 na ISO 200, f 5,6 i 1/250 (czyli popełniłem błąd o 1EV).

W praktyce czasem się to przydaje rzeczywiście już tylko w fotografii analogowej (która jakby co jest dość tolerancyjna na błędy w naświetlaniu). Myślę, że warto jednak znać te zależności. Z matrycami cyfrowymi jest już gorzej. Dobrze jest pamiętać (i to jedyna praktyczna porada na dziś dla amatorów fotografii cyfrowej), że matryca o wiele więcej rejestruje w cieniach niż w światłach. Jeśli zatem nie mamy pewności co do pomiaru ekspozycji wykonanej przez nasz aparat, a zależy nam na danym zdjęciu, to lepiej je czasem zrobić z kompensacją np. -1EV (lub użyć bracketingu). Z cieni coś zawsze się wyciągnie, a w miejscach prześwietlonych szybko powstają białe plamy bez jakichkolwiek zarejestrowanych szczegółów.

A dla rozluźnienia atmosfery pocztówka. Żeby było śmieszniej to nie dość, że kolega utopił trzymany w spodenkach telefon to Canon A1 z 80-200, którego ma w rękach nie załapał filmu i wcale go nie przewijał (cóż za nieoczekiwana oszczędność materiału!):

Canon - You can!

Komentarze (3) Kategorie:  fotografia