August 10, 2008
Kroki ekspozycji (EV), czyli inżynierskie podejście do fotografii
Obracanie całą torbą analogowych aparatów sprawia, że w głowie układa się tabliczka przeliczająca zastaną ekspozycję na rozmaite liczby. W tym momencie okazuje się dopiero ile matematyki jest w fotografii.
Na ten przykład mam ze sobą trzy aparaty analogowe z materiałami o czułościach 100, 200 i 400. Czy konieczny jest pomiar światła dla każdego z nich? Jak sprawdzić czy ISO 100, f 5,6 i 1/250 s to jest to samo co na ISO 400, f 2,8 i 1/4000 s?
Systematyzując takie pojęcia trzeba zdać sobie sprawę, że kluczowe jest poznanie kolejnych przysłon, czasów jak i czułości, a co się z tym wiąże - ilości zarejestrowanego światła.
Kolejne przysłony jakie się zatem używa to: 1,4; 2; 2,8; 4; 5,6; 8; 11; 16; 22; 32; 45; 64 (czyli co druga razy dwa).
Kolejne czasu to już prościej, bo mnożymy lub dzielimy przez 2, czyli np: 1/1000; 1/500; 1/250; 1/125; 1/60; 1/30; 1/15; 1/8; 1/4 itd…
No i na koniec najprostsze, czyli czułości materiału światłoczułego: 100, 200, 400, 800 etc.
W każdym wypadku przesunięcie się na sąsiednią liczbę daje dwukrotne zwiększenie (lub zmniejszenie) ilości wpadającego światła. Rachunek ten jest prosty dla przykładu, gdy mamy np. ISO 100 i chcemy zmniejszyć przysłonę z 5,6 na 8. Wystarczy wydłużyć czas o jeden krok i sprawa załatwiona.
Przykład: ISO 100, f 5,6, 1/125s = ISO 100, f 8, 1/60s (zmniejszenie ilości światła spowodowane zamknięciem przysłony jest zrekompensowane dwukrotnym wydłużeniem czasu naświetlania).
Przypomina to prosty układ równań dwóch niewiadomych. Problem jest większy, gdy jednocześnie przeskakujemy jeszcze z czułością, bo mamy dwa równania i trzy niewiadome.
Przykład skrajny: ISO 50, f 1,4, 1/1000s = ISO 1600, f 16, 1/250s.
Proponowałbym zbudować tu macierz. Jeśli do tak banalnego układu dodamy jeszcze konieczność pamiętania, by się nie pomylić i nie przesuwać w drugą stronę to już dopełni dzieła zniszczenia. Sam się ostatnio pomyliłem i przeliczyłem ISO 400, f 8 i 1/500 na ISO 200, f 5,6 i 1/250 (czyli popełniłem błąd o 1EV).
W praktyce czasem się to przydaje rzeczywiście już tylko w fotografii analogowej (która jakby co jest dość tolerancyjna na błędy w naświetlaniu). Myślę, że warto jednak znać te zależności. Z matrycami cyfrowymi jest już gorzej. Dobrze jest pamiętać (i to jedyna praktyczna porada na dziś dla amatorów fotografii cyfrowej), że matryca o wiele więcej rejestruje w cieniach niż w światłach. Jeśli zatem nie mamy pewności co do pomiaru ekspozycji wykonanej przez nasz aparat, a zależy nam na danym zdjęciu, to lepiej je czasem zrobić z kompensacją np. -1EV (lub użyć bracketingu). Z cieni coś zawsze się wyciągnie, a w miejscach prześwietlonych szybko powstają białe plamy bez jakichkolwiek zarejestrowanych szczegółów.
A dla rozluźnienia atmosfery pocztówka. Żeby było śmieszniej to nie dość, że kolega utopił trzymany w spodenkach telefon to Canon A1 z 80-200, którego ma w rękach nie załapał filmu i wcale go nie przewijał (cóż za nieoczekiwana oszczędność materiału!):
































kazik, August 10th, 2008, 10:09 pm
cudownieś to napisał, tej, ale ten tytuł odbieram jako uwagę pod moim adresem:)
Leon, August 10th, 2008, 10:10 pm
słusznie Panie Kolego, słusznie…
kazik, August 11th, 2008, 10:17 am
ale to przesada, tej. nigdy nie mówiłem, że ustawianie korekty ekspozycji czy czułości filmu to inżynierskie podejście.