July 16, 2008

O polarach i pewnym kicie

Należałoby skończyć tematy wakacyjne i wziąć się do roboty.

Po pierwsze parę słów o filtrze polaryzacyjnym (kiedyś troszkę o tym pisałem już). Nie owijając w bawełnę jego działanie polega na polaryzowaniu promieni świetlnych, czyli likwidacji odblasków, refleksów i różnych nieuporządkowanych fal świetlnych. Istnieją dwa rodzaje filtrów polaryzacyjnych: kołowy i liniowy. Z pewnych względów używa się obecnie prawie tylko kołowych.

Filtr taki jest zbudowany z dwóch obracających się względem siebie płytek szklanych (po wkręceniu na obiektyw obracamy tylko zewnętrznym pierścieniem filtra). W zależności od ułożenia ich względem siebie i naszej pozycji do źródła światła zmienia się stopień polaryzacji światła wpadającego w obiektyw. I to zjawisko ma właśnie kluczowe znaczenie dla niektórych obiektywów kitowych (Canon, Nikon i Sony). Podczas ostrzenia obiektywy te poruszają frontową soczewką obiektywu co utrudnia pracę z takim filtrem. Problemu takiego nie mają Olympus i Pentax - ten ostatni nawet pomyślał o tulipanie z otworem na uchwyt do filtra w swoim kitowym obiektywie. Nie krzyczę, że konstrukcja wymienionych trzech szkieł uniemożliwia pracę z filtrem polaryzacyjnym, ale na pewno jej nie ułatwia.

Oprócz efektów takich jak likwidacji refleksów i odbłysków co wiąże się z wysyceniem kolorów, brakiem odbicia świateł na powierzchni wody, przejrzystością witryn sklepowych filtr ten też “wyłącza” monitory LCD czy tablicę świetlną na nowym terminalu Okęcia:
bez-nazwy-1.jpg

Ogrom przykładów działania filtra polaryzacyjnego można znaleźć w necie albo najlepiej samemu sie przekonać. Podsumowując jest to świetne akcesorium dla pejzażystów, i fotografów przyrody. Przydaje się przy fotografowaniu witryn sklepowych i pewnie jeszcze garści innych zastosowań.

Ważna rzecz, o której powinniśmy pamiętać: filtr ten zatrzymuje część światła do nas docierającego. Jest to coś pomiędzy 1 a 1,5EV. W praktyce oznacza to, że zamiast 1/200 będziey mieli 1/80s. W kiepskim oświetleniu nie ułatwia zatem pracy.

Jeszcze jedna rzecz: najlepiej sprawuje się, gdy Słońce pada pod kątem 90° względem fotografowanej sceny. Gdy jest na wprost przed lub za nami wiele nie pomoże. Ponownie będzie to przeszkadzało, gdy mamy obiektyw np. “pejzażowy” 24mm (w ekwiwalencie) nie mówiąc już o wszelkich rybich oczach.

Uff, mam nadzieję, że to wyczerpało temat przynajmniej na początki przygód z polaryzowaniem.

Druga refleksja na dziś tyczy się kitowego obiektywu Sony (Sony DT 18-70mm 1:3.5-5.6). Podczas ostatniego wyjazdu miałem okazję przetestować go nieco i pomęczyć. Efekty były gorsze niż się spodziewałem. Obiektyw ten aberruje i nie da sie tego ukryć. Widać to amatorskim okiem w amatorskich próbach wykonywanych z nudów. Zwolennicy i wielbiciele systemu niech mówią co chcą, ale ja piszę tylko i wyłącznie o empirycznych dowodach, których nawet nie musiałem nigdzie wyczytywać tylko wziąłem do ręki. Aha, porównywałem z równie plastikowym kitem Olympusa (uwielbiam dolewać oliwy do ognia).

Jednym zdaniem: chiński obiektywik Sony’ego ssie, a zainteresowanym mogę to pokazać ręcznie.

A propos Chin to spływają mi z dysku kolejne zdjęcia:

A floating house in Hong Kong

Kategorie:  fotografia
Zostaw komentarz: