May 22, 2008
Рубинар 1000/10
Trafiła mi się okazja użycia obiektywu Rubinar 1000mm f/10 (w zestawie z telekonwerterem x2!). Nie czekając długo zgarnąłem kolegę i udaliśmy w miejskie przestrzenie z wygodnymi murkami do podparcia i zaczeliśmy namierzać ludzi po kątach. Przy okazji wykonałem również dwa portrety ze
słusznej odległości (obok). Jak widać pole widzenia nieco wąskie jest.
No więc z czysto technicznego punktu widzenia udało się z ok. 100 metrów odczytać z czego Magda dostała absolutorium na Wydziale Neofilologii (oczywiście Magdy nie znaliśmy). Łatwo przy okazji poczuć do czego przydaje się stabilizacja, której zapomnieliśmy wziąć, a więc czemu czasy naświetlania powinny być krótkie. Aby osiągnąć czasy naświetlania rzędu 1/500 s konieczne było użycie ISO 1600 (stąd szum na zdjęciach). Krócej się za bardzo nie dało przy świetle f/10. Acha, przypomnę stare przysłowie pszczół: czas naświetlania dla nieporuszonego zdjęcia powinien być nie dłuższy niż odwrotność ekwiwalentu ogniskowej dla 35mm wyrażona w sekundach. Brzmi dobrze? W praktyce oznacza to, że mając 1000mm ogniskowej założoną na aparat małoobrazkowy powinniśmy mieć czas ok 1/1000. W Olympusie z mniejszą matrycą ten sam obiektyw daje 2000mm, więc czas powinien być dwukrotnie krótszy. Znowuż dla obiektywu szerokokątnego (28, 18 lub 14mm w zależności od systemu) czas maksymalny to 1/30 s. Warto o tym pamiętać jak i również o tym, że praktyka (jak portrety powyżej) odbiega od teorii, czyli w moim przypadku zdjęcie wyszło pomimo czasu o 2EV dłuższego. Gorzej się to sprawdza przy szerokim kącie. Z czasu 1/30 zejście o 2EV daje efekty ciężkie (ale z nazwiska nie wymienię!).
Odbiegając od trudności utrzymania tej armaty (a propos: ostrość ustawia się łatwiej kręcąc aparatem niż obiektywem!) to jakość obrazu jest dość średnia. Znaczy średnia jak na dzisiejsze standardy. Obraz nie jest krystalicznie ostry i czysty. Ale - jak na 1000mm o jeszcze niewielkich gabarytach w cenie kilkuset złotych to właściwie cudo do… no właśnie czego? Zdjęcie świateł po lewej wykonane zostało po położeniu aparatu na betonie z użyciem samowyzwalacza, wczesnego podnoszenia lustra i dokładnym ostrzeniem w trybie LiveView (no i ISO 100). Wnioskuję, że więcej się wyciągnąć nie da zatem do czego użyć tej lufy? Po solidnym zamontowaniu na ciężkim statywie można się pewnie bawić w dość wredne podglądactwo lub fotografię przyrodniczą. Mało to wszystko wygodne, co nie zmienia faktu, że dobrze czasem założyć 2 metry ogniskowej! Po dołożeniu konwertera robi się nawet cztery metry (odpowiednio o świetle f/20).
No i jeszcze afirmacja mojego Olympusa na koniec. Jak się okazało Olki z serii E-4xx to jedyne aparaty, które można wygodnie założyć do Rubinara przy użyciu tylko przejściówki na gwint M42. Canon 400D ma… za dużą lampę, a Olympus E-510 gripem prawie dotyka obiektywu.
Tyle przygód. Niedługo być może będę miał skany z ręcznie wywoływanej Agfy.






























L.E.O.N » Blog Archive » Start 66 S - polska legenda średniego formatu, August 4th, 2008, 9:54 am
[…] okazji, jeśli ktoś z branży ma ochotę na Rubinara 1000, którego kiedyś opisywałem to zapraszam do […]