May 28, 2008

Urok kliszy

Almost like the Flatiron Building.Nie ma to jak załadować Zenita E Agfą 400/36 do ręcznego wywoływania, wziąć 50/3,5 i 28/2,8 i wyjść na miasto. Muszę się jednak przyznać, że w pomiarze światła zaufałem Olympusowi. Nie to, żebym zapomniał jak to się robi, ale po prostuTrain depot (using Zenith) nie ufam kilkudziesięcioletniemu światłomierzowi selenowemu (poza tym nigdzie nie podają jaki kąt on naprawdę mierzy).

Tylko: co można zrobić w godzinach południowych w Poznaniu? Parę pocztówek, przypomnieć sobie trochę zasad kompozycji, przyłapać obesrywujące wszystko gołębie na pomniku no i wyglądać profesjonalnie z dwoma aparatami na szyi!

A co w tym najlepszego? Frajda z mieszania puszki z całą tą chemią i oglądanie efektów pracy dopiero po tygodniu. Nie mówiąc już o skanowaniu negatywu. Potrzebna tylko jest 135-tka i do Chin ruszam na kliszy.PigeonsMarketplace

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

Do czego służy czas otwarcia migawki?

No właśnie. Do czego służy jeden z tzw. trybów kreatywnych? Widzę, że często ludzie boją przełączać się swoje aparaty w tryby A czy S (lub Av czy Tv). Oczywiście jeśli w ogóle je posiadają.

porownanie.JPG

Od początku: litera S lub Tv oznaczy tryb priorytetu czasu/migawki czy jak jeszcze sobie producenci wymyślili. Sens jest taki, że sterujemy wtedy czasem naświetlania naszego zdjęcia. Po co? Well, możemy dzięki temu osiągnąć efekty: zamrożenia ruchu, rozmycia obiektu aby pokazać, że jest w ruchu (również panoramizowanie). Wbrew pozorom nie jest to wcale jakaś super skomplikowana sprawa. Wszystkie parametry zdjęcia możemy sobie w tym trybie ustawić na Auto. Należy jednak pamiętać o kilku sprawach:

  • jeśli nie mamy definiowalnego AUTO ISO może nam nieprzyjemnie podskoczyć;
  • maksymalny czas otwarcia migawki nie może być dłuższy niż pisałem wcześniej;
  • lampa błyskowa jest zsynchronizowana przeważnie do ok. 1/200 s, więc dlatego może nie palić przy krótszych czasach.

clipboard01.jpgMożna by tu jeszcze wymienić parę spraw, ale najprościej pojąć wszystko w praktyce. Przyjemnym celem jest fontanna. Łatwo się na niej odróżnia kropelki (zdjęcie obok).

Wydłużanie czasu ekspozycji ponad normę (np A waterfall (Lithuania)do kilku sekund, czyli koniecznie ze statywem) prowadzi do powstawania bajkowych efektów jak prezentowany już wcześniej wodospad na Litwie. Jednym słowem zachęcam do eksperymentowania, szczególnie w erze lustrzanek cyfrowych kupowanych przez bogacące się społeczeństwo (nie mylić z rozwijającym się mentalnie społeczeństwem).

Komentarze (0) Kategorie:  fotografia

May 22, 2008

Рубинар 1000/10

A portrait using a 1000mm lens IITrafiła mi się okazja użycia obiektywu Rubinar 1000mm f/10 (w zestawie z telekonwerterem x2!). Nie czekając długo zgarnąłem kolegę i udaliśmy w miejskie przestrzenie z wygodnymi murkami do podparcia i zaczeliśmy namierzać ludzi po kątach. Przy okazji wykonałem również dwa portrety ze A portrait using a 1000mm lens Isłusznej odległości (obok). Jak widać pole widzenia nieco wąskie jest.

No więc z czysto technicznego punktu widzenia udało się z ok. 100 metrów odczytać z czego Magda dostała absolutorium na Wydziale Neofilologii (oczywiście Magdy nie znaliśmy). Łatwo przy okazji poczuć do czego przydaje się stabilizacja, której zapomnieliśmy wziąć, a więc czemu czasy naświetlania powinny być krótkie. Aby osiągnąć czasy naświetlania rzędu 1/500 s konieczne było użycie ISO 1600 (stąd szum na zdjęciach). Krócej się za bardzo nie dało przy świetle f/10. Acha, przypomnę stare przysłowie pszczół: czas naświetlania dla nieporuszonego zdjęcia powinien być nie dłuższy niż odwrotność ekwiwalentu ogniskowej dla 35mm wyrażona w sekundach. Brzmi dobrze? W praktyce oznacza to, że mając 1000mm ogniskowej założoną na aparat małoobrazkowy powinniśmy mieć czas ok 1/1000. W Olympusie z mniejszą matrycą ten sam obiektyw daje 2000mm, więc czas powinien być dwukrotnie krótszy. Znowuż dla obiektywu szerokokątnego (28, 18 lub 14mm w zależności od systemu) czas maksymalny to 1/30 s. Warto o tym pamiętać jak i również o tym, że praktyka (jak portrety powyżej) odbiega od teorii, czyli w moim przypadku zdjęcie wyszło pomimo czasu o 2EV dłuższego. Gorzej się to sprawdza przy szerokim kącie. Z czasu 1/30 zejście o 2EV daje efekty ciężkie (ale z nazwiska nie wymienię!).

Lights Odbiegając od trudności utrzymania tej armaty (a propos: ostrość ustawia się łatwiej kręcąc aparatem niż obiektywem!) to jakość obrazu jest dość średnia. Znaczy średnia jak na dzisiejsze standardy. Obraz nie jest krystalicznie ostry i czysty. Ale - jak na 1000mm o jeszcze niewielkich gabarytach w cenie kilkuset złotych to właściwie cudo do… no właśnie czego? Zdjęcie świateł po lewej wykonane zostało po położeniu aparatu na betonie z użyciem samowyzwalacza, wczesnego podnoszenia lustra i dokładnym ostrzeniem w trybie LiveView (no i ISO 100). Wnioskuję, że więcej się wyciągnąć nie da zatem do czego użyć tej lufy? Po solidnym zamontowaniu na ciężkim statywie można się pewnie bawić w dość wredne podglądactwo lub fotografię przyrodniczą. Mało to wszystko wygodne, co nie zmienia faktu, że dobrze czasem założyć 2 metry ogniskowej! Po dołożeniu konwertera robi się nawet cztery metry (odpowiednio o świetle f/20).

No i jeszcze afirmacja mojego Olympusa na koniec. Jak się okazało Olki z serii E-4xx to jedyne aparaty, które można wygodnie założyć do Rubinara przy użyciu tylko przejściówki na gwint M42. Canon 400D ma… za dużą lampę, a Olympus E-510 gripem prawie dotyka obiektywu.

Tyle przygód. Niedługo być może będę miał skany z ręcznie wywoływanej Agfy.

Komentarze (1) Kategorie:  fotografia

May 6, 2008

Nowe znajomości

Majowy weekend to pora, aby robić najprzeróżniejsze gupoty. Tak więc drugą jego część spędziłem na podróżowaniu na Litwę. Czekał mnie niewielki koncert do zagrania (a właściwie dwa), a przy okazji cała masa fajnego jeżdżenia. Poznałem po drodze też:

1. Chłopaka pracującego w niemieckim zakładzie pakującym mięso. Nasłuchałem się historii z branży i obowiązkowo nabrałem obrzydzenia do pakowanego mięsa.
2. Kolejna niespodzianka: trzech studentów medycyny z ciekawymi historiami z egzaminów (no przyznaję - niewiele zrozumiałem) popijających piwko. Dyńka mi jednak nie wytrzymała, wyjąłem poduszkę (ważne: poduszka w podróży pociagiem przez całą Polskę to skarb!) i oddałem się błogostanowi.
3. W autobusie Suwałki-Warszawa jechałem znowuż ze studentem psychologii. Łotyszem, jakby było mało.
4. Na sam koniec najlepsze - lakiernik samochodowy pracujący w Niemczech (a właśnie! na zachodnim są hot-dogi z dodatkami po 3 zeta!).

A waterfall (Lithuania)Zrobiłem też kilka fotek (np. ta po prawej). Uprzedzam ewentualne pytania o użycie programu do obróbki graficznej: zdjęcie wyszło takie prosto z aparatu, a jedyne co poprawiłem to wcisnąłem w Picasie “Szczęśliwy traf” i wykadrowałem nieco. Żadne cuda na kiju, zwykły Olympus E-410.

Jak już mowa o Litwie to muszę przyznać, że Wilno bardzo się rozwinęło od mojej ostatniej wizyty w nim w liceum. Ładnie tam i czysto. Piękne biurowce i odrestaurowane zabytki.

Kolejna obserwacja: potwierdzam poniekąd obiegową opinię, że im bardziej na wschód i ludzie biedniejsi tym sympatyczniejsi, życzliwsi i dobrzy ogólnie (podobnie zauważyłem w Paoli w południowych Włoszech - może nie na wschód, ale w biedniejszej części kraju). Nawet litewski, wydawałoby się, że przemęczony, kierowca busu (no właśnie, tanie PKSy tam mają) starał sie mówić po Polsku i podrzucił mnie pod sam przystanek autobusowy na Warszawę. Wspomnę jeszcze o pani dyrektor domu kultury, która była moim tłumaczem, doradcą i przewodnikiem w organizowaniu przeprawy do Poznania. Pięknie po prostu. Życzę wszystkim spotykania w życiu tylu dobrych ludzi co ja! I tyle radości z jeżdżenia gdziekolwiek. Kilka fotek więcej znajduje się w galerii lub po prostu na mojej flickrowej stronie.

May 3, 2008

Na Dworcu Centralnym

Wyrażam pochwałę rzeczywistości Dworca Centralnego w Warszawie. Moja Toshiba wyraźnie mruczy, że jest tutaj net i nawet nieźle śmiga! Zamieściłbym fotę, ale siedzę na hali głównej i jest pierwsza w nocy.

May 1, 2008

Podróżowanie

Czasem tak bywa, że dowiaduję się z biletu gdzie się aktualnie znajduję (szczerze, można zapomnieć!). Mając wolną środę wynalazłem nowy sposób podróżowania: trzeba się umyć, naładować Olympusa i Toshibę i udać się z nimi na stację, gdzie kupuje się bilet na losowo wybrany pociąg. Tak więc trafiłem do Rawicza. Co prawda miałem ochotę na typowo plenerowe fotki to jednak postanowiłem zobaczyć miasto od wewnątrz. Okazało się, że jest to typowo niemiecka mieścina o średniowiecznym układzie ulic. Ciasne kamienice w najróżniejszych stylach (momentami jak w południowych Włoszech) wprawiają w osłupienie i każą ponownie zastanowić się co z perspektywą w architekturze i jak to ująć, żeby niebo wyszło dobrze. Układ miasta przypomniał mi Suwałki z jedną z pokazowych arterii wyłączonych z ruchu samochodowego. Po dostaniu się do Rynku Głównego (sam to Rawicz's City Hallwywnioskowałem gdzie jestem!) ujrzałem piękny ratusz (i tu proszę spojrzeć kto jest zorientowany na zdjęcie obok i dopowiedzieć sobie w jakim stylu). Zaraz obok natknąłem się na zadbany kosciółek imienia Św. Boboli na ulicy Buszy, gdzie po chwili dopiero zorientowałem się, że jestem fotografem ślubnym. A random wedding in Poland Bo:
1. To normalne, że stoję przed wejściem i walczę z różnicą tonalną wnętrza i fasady kościoła (zdjęcie na prawo).
2. Nie miałem pojęcia co to za uroczystość w środku tygodnia i uznałem za stosowne rozłożenie się z aparatem na trawniku przed kościołem.
3. Nie widziałem nic niestosownego w robieniu zdjęć dorożce i dwóm jeźdźcom podjeżdżającym pod wspomniany kościół.
Aha. Uwaga dla zwiedzających: rozejrzyjcie się dokładnie szukając bankomatu, bo jest ich tam kilka (tak, poszedłem do nieswojego i zapłaciłem prowizję, a mój był po drugiej stronie Rynku).
Kontakt z Rawiczem zakończyłem piknikiem na peronie pierwszym, gdzie spożyłem kilka parówek, Książa, bułki jakieś i musztardę piekielną (pozdro dla konduktora ze składu na bocznicy!).
Bilet do Katowic i jazda dalej! W kolejnym pociągu trafiłem na dyskusję z Polakiem:

“(…) wie pani, nic nie zrobili, no do tej pory nic nie zrobili, no nic nie zrobili! Służbę zdrowi rozpieprzyli…

Inny pasażer: Służbę zdrowia to akurat każda władza przerabia na własne kopyto.

No tak, no ale kurcze niech nie mówi [premier Tusk], że… no to to to po ch*j taka władza jest? Po co taka władza? To wziąść sikierami i jutro to się skończy z tym!

To po co takie społeczeństwo?

Nie no, oczywiście! Społeczeństwo takie to po cholerę takie społeczeństwo jak władza tylko gnębi społeczeństwo i ma w d**ie wszystkich: emerytów, rencistów…

Władza jakaś musi być, bo inaczej to by był małpi gaj.

Nie musi być, nie musi być! No przecież tu nie ma władzy, tu jest bezwładza. Zobacz, że mordercy, bandyci mają prawo, a zwykli ludzie nie mają prawa. No Ćwiąkalski wypuszcza samych morderców. Jakie to jest prawo? No jakie? (…) Premier z Stokłosą jeszcze wódkę pili w Boże Narodzenie, a tu niby Heniu był we więzieniu. (…) Ale kto tą władzę wybrał?

Katowice at night Cudownie! Jednak prawdziwy folklor dopiero spotkałem pod dworcem w Katowicach. Bezpiczeniej czasem pracować z aparatem niż z dyktafonem. Kolejny pociąg zawiózł mnie na wschód słońca do Warszawy. Oczywiście, że wg prawa Murphy’ego musiał on jechać przez Skierniewice, oczywiście, że zwolniłSunrise in Warsaw na dworcu i się nie zatrzymał i oczywiście, że nie dało sie otworzyć drzwi podczas jazdy. Nie ma tego złego. Zawsze dobrze jest zobaczyć Pałac, a tym bardziej podczas wschodu Słońca! Pozdrawiam serdecznie wszystkich Polaków, a zwłaszcza Polki, które częstują kanapkami na dworcach!